Posty

Drzewo – koniec historii

Obraz
Na schodach mija mnie kobieta. Znam ją. To sąsiadka moich rodziców, mieszka piętro wyżej. Wieku jej nie da się już określić. Ona ma 1000 lat i nie ma ich wcale. Ona istnieje, ale jakby już jej nie było. W obu rękach niesie plastikowe torby z zakupami. Uprzejmie witam się z nią. Ona patrzy na mnie ukradkiem i rzuca mi szybkie dzień dobry . Widzę, że ma mokre policzki. Idzie dalej, nie spieszy się, ale i tak mam wrażenie, jakby się przemykała. Jej kroki są ciężkie, cięższe niż innych ludzi. Nim zamkną się za nią drzwi, słyszę jeszcze przeciągłe westchnienie. Osób, które aż tak cierpią, nie zatrzymuje się, nie pyta się – co słychać? Nie obiecuje się, że jutro będzie lepiej. Bartek zginął kilka miesięcy temu w wypadku samochodowym. Matka, która straciła dziecko, sama jakby umarła. Wspina się na trzecie piętro. Kluczem trafia w zamek, otwiera drzwi, ale robi to machinalnie, zupełnie bez udziału świadomości. Robi to, bo nie może przecież zostać na klatce schodowej. A może powinna, bo j...

Krótka rozmowa z sąsiadką

Obraz
Nasze dwa szkraby od jakiegoś czasu spędzają bez mamy i taty przynajmniej dwa tygodnie. Są wtedy u moich rodziców w Polsce. Ja tęsknię za nimi przeogromnie, ale taki pobyt bardzo dobrze wpływa na ich relacje z dziadkami i w cudowny sposób szlifuje ich język. Podczas mojego ostatniego, takiego właśnie „samotnego” pobytu w Holandii, zaczepiła mnie przy drzwiach sąsiadka pytaniem, gdzie są dzieci. Wyjaśniłam. Spojrzała na mnie jak na kosmitę. - Tak daleko, bez mamy i taty, moje wnuki nigdy, moje dzieci by tak nie potrafiły!- stwierdziła z wyrzutem. Od razu poczułam się oceniana… gorzej- krytykowana. Zamiast uśmiechnąć się i odejść do swoich spraw, zaczęłam się tłumaczyć. To, o moich rodzicach, sąsiadka przyjęła ze zrozumieniem, w końcu sama jest babcią. To, o języku- już mniej. - Właściwie- dodała przeciągle - dobrze jest znać dwa języki, ale chyba już lepiej jakiś inny, bo ten polski to taki mało ważny… AS

Chwila dla siebie

Obraz
Kiedyś mąż przyniósł mi artykuł wyrwany z jakiegoś dziennika, mówiący o tym, że studiujące mamy to top kobiety. Bardzo mi to pochlebiło, taki prasowy komplement. Artykuł przeczytałam i schowałam do szuflady. Taką mamę i studentkę swobodnie można porównywać się z cyrkowym akrobatą. Z tą tylko różnicą, że akrobata wisi gdzieś pod sklepieniem kolorowego namiotu w fantastycznej pozie, a mama zazwyczaj ląduje koślawie w dziwacznych miejscach z jeszcze dziwaczniejszymi rekwizytami. Kiedy sama znajdę się w takiej sytuacji, wstaję, otrzepuję ciuchy, układam zwichrzone włosy i uśmiecham się trochę niepewnie. Może bez gracji i wyczucia, ale znów udało mi się wylądować tam, gdzie chciałam. Czasem ktoś mnie pyta, jak ja sobie radzę. Dzięki pomocy najbliższych nauczyłam się być w kilku miejscach jednocześnie… no prawie… Budzik - rozlega się wściekła muzyka Led Zeppelin, która dla mnie i tak zawsze będzie się kojarzyć ze Śnieżką z trzeciej częścią „Shreka”. Zaczynam nowy dzień. Za chwilę trzeb...

Sen o niebieskich migdałach

Obraz
Kolejne zapalenie gardła. Kolejna kuracja antybiotykowa i kolejny tydzień wyjęty z życia. Mam dość! Wyrok lekarza - musimy wyciąć migdały. Wyciąć? Znaczy, że co, że ktoś wsadzi mi nóż do gardła? A może inny sposób? Mogą być inne sposoby, ale pewnie niedługo znów będę chora. Ojej! No dobra - wycinajcie! Na sali operacyjnej podano mi narkozę. Anestezjolog wcale nie kazał mi odliczać od 10 w dół. Zapytał, co tu robię. Nie na sali operacyjnej, bo to mam nadzieję, wiedział - w Holandii. Powiedziałam, że mieszkam, że żyję. Co się właściwie odpowiada na takie pytanie? Czułam się coraz dziwniej. Sala operacyjna zaczęła się poruszać. Zapytał, dlaczego mieszkam w Holandii. Odpowiedziałam, że mój mąż jest Holendrem. A może mi się wydawało, że to powiedziałam. Holender? Dobiegło do mnie gdzieś z daleka. Już nie byłam pewna, czy to on, czy było to tylko echo tego, co powiedziałam. Z Polakami coś nie tak? Holender jest lepszy? Co? Nie! To nie tak. Na suficie białe płytki w spódniczkach z a...

Szok

Obraz
Trzy lata temu rozpoczęłąm studia na Uniwersytecie w Amsterdamie. Pamiętam mój pierwszy dzień na uczelni. To było niesamowite przeżycie, wielki stres, ale i spełnienie marzeń - ja na Uniwersytecie w Amsterdamie. Teraz, jakiś czas później, wiem już, że to był też początek fantastycznej przygody, która, mam nadzieję, jeszcze jakiś czas potrwa. Moje pierwsze zajęcia, to była filozofia. Byłam przejęta, ciekawa i wierzyłam, że sobie poradzę. Pierwszy semestr był dla mnie prawdziwą drogą przez mękę, ale później poczułam sie jak Indiana Johns. Nie poszukiwałam co prawda Arki Przymierza, ale zagłębianie się w tajniki języka, poznawanie historii i teorii literatury - to było to! Pierwsze zajęcia - grupa nie była liczna, mogłam zapamiętać twarze wszystkich studentów. Pierwsze, na co zwróciłam uwagę, to to, że wszyscy siedzieliśmy w kręgu - ławki nie były ustawione w rzędach. U szczytu, jak król Artur, siedział wykładowca. Człowiek, który o językach słowiańskich wie chyba wszystko. My byliś...

Czarny pas i baletki

Obraz
Kilka lat temu w holenderskiej telewizji, bardzo często można było zobaczyć spoty, mówiące o tym, jak przepełniony czas mają tutejsze dzieci. Ciągle biegały na dodatkowe zajęcia, treningi i kursy nie mając czasu na zwykłe dziecięce przyjemności. Postanowiliśmy wtedy, że nasze maluchy, jeśli gdzieś będą uczęszczać po za szkołą, to tylko dlatego, że same chcą a nie, bo my rodzice tak postanowiliśmy. Wyjątkiem miały być lekcje pływania. W kraju kanałów trzeba umieć pływać. Szczególnie, że my tego za dobrze nie umiemy. Przez jakiś czas dzieciaki nie domagały się dodatkowych zajęć. W końcu córcia stwierdziła, że chce iść na lekcje baletu i jazdy konnej. Na balet się zgodziliśmy, ale na konie musi jeszcze poczekać. Syn jakoś nie bardzo chciał się zająć czymś poza pływaniem. Chyba komputer w domu wystarczał mu za wszelkiego rodzaju dodatki. Dopiero krótko przed wakacjami poprosił nas o lekcje judo. Myślał, że dzięki nim będzie taki jak jego komputerowe żółwie ninja. Dla nas jego motywacje...

Czy chciałabyś mieć siostrę bliźniaczkę?

Obraz
Pchałam przed sobą wózek z zakupami. Jeszcze tylko zapłacić za parking, wpakować te dobra i dzieci do auta, i do domu. Obok nas przechodziła pani z niesamowicie zmęczoną twarzą a wokół niej biegły dwie zapłakane dziewczynki. Były śliczne, mimo, że ewidentnie niezadowolone. - Mamo, mamo, popatrz one są takie same. Krzyknął mój syn. Faktycznie, dziewczynki były identyczne. Aby to podobieństwo podkreślić jeszcze bardziej, mama ubrała je w takie same ciuchy. - Mama, chciałabyś mieć bliźniaczkę? Zapytał Wrzuciłam zakupy do bagażnika. - Czy ja wiem? A ty, chciałbyś mieć takiego samego jak ty braciszka. - Tak. Padła zdecydowana odpowiedź. Z ciachem w dłoni szybko zapomniał o problemie, ale ja zaczęłam się nad tym zastanawiać. Czy chciałabym mieć bliźniaczkę, czy nie? Rozważałam wszystkie za i przeciw, i nie wiem. Mieć koło siebie osobę taką jak ja. Osobę, która rozumie mnie zawsze, bez słowa wyjaśnienia. Osobę, która zawsze była, jest i będzie dla mnie, i ja dla niej. Mieć kog...