Posty

Nasza klasa

Obraz
Pierwsze do parku weszły Marta i Joasia. Wyglądały tak samo jak kiedyś, a jednak całkiem inaczej. Nie mówię o wielkim brzuchu Marty. Przyszła mimo, że za trzy dni miała wyznaczoną datę porodu. Mówię o tym, że między tym spotkaniem a ostatnią chwilą, gdy je widziałam minęło 15 lat. Parkowe spotkanie klasowe, zwołane w ostatniej chwili, na ostatni moment. Jutro rano wracamy do Holandii. Marta stoi, delikatnie się uśmiech i z czułością gładzi swój brzuch. To chłopiec mówi. Joasia przytula mnie i szepcze – to moje młodsze kochanie – wskazuje roześmianego, prawie dwuletniego chłopca. Starsze kochanie to jej mąż, ale został w domu. Przyjdzie tylko kilka osób, ale to te najważniejsze. To właśnie z nimi świętowałam moje urodziny, z nimi spędzałam przerwy w szkole. Ich poznałam, gdy byłam młodsza o rok od mojego syna dziś. To niemożliwe! Wzajemnie obdarowujemy się komplementami. Nic się nie zmieniłaś! Super wyglądasz! Przyglądamy się sobie starając się dostrzec te dzieci z podstawówki...

Moc bajek

Obraz
Siedzę przed półką z bajkami moich dzieci. Zastanawiam się nad tym, ile w nich okrucieństwa. Nie jest dobrze! Śnieżka otruta, babcia i Czerwony Kapturek pożarci, wilk rozpruty, Baba Jaga upieczona w piecu. O Dziewczynce z Zapałkami i Małej Syrence lepiej w ogóle nie wspominać. Krew, zbrodnia i okrucieństwo. Zobaczę w polskich bajkach! Sprawa też nie wygląda najlepiej. Bazyliszek mrozi wzrokiem, Smok Wawelski pożera dziewice, Wanda rzuca się ze skały w odmęty wodne, a Koziołek Matołek wisi nad ogniskiem, czekając aż zostanie przerobiony na smaczne kiełbaski. Jedno jest pewne, bajki moich dzieci mogą równać się z niejedną kartoteką policyjną. To nie wygląda najlepiej i czasem dzieci mają trudności, by zrozumieć, dlaczego właśnie tak się dzieje. Myślę jednak, że one w ten właśnie sposób poznają świat. Mimo, że historie te można między bajki włożyć, to właśnie one mają dość istotny wpływ na kształtowanie się osobowości dziecka. Dzięki nim pojawiają się pierwsze pragnienia i pierwsz...

Zdrajca zaimek

Obraz
Części mowy potrafią być bardzo zdradzieckie. Weźmy taki zaimek. Niby sprawa jest prosta, ale szybko człowiek zaczyna wątpić. Na początek mamy tego tyle; są osobowe, wskazujące, dzierżawcze, zwrotne, nie mówiąc już o pytających czy względnych. Wskazujące, które wydają się dość proste, chyba, że droga wskazywania jest kręta. Te nieokreślone czy też określone są takie smutne. Ktokolwiek mówił o czymkolwiek i tak to nie dookreślił. Kto chce wiedzieć, gdzie chowa się słowo sam, albo jeszcze gorzej żaden? Niewielka różnica w mowie czy piśmie, a jaka różnica w życiu. To jest ich dom. Tutaj już ich nie ma. Zaimki dzierżawcze, tak bardzo przechodnie. To, co dziś jest jej, jeszcze wczoraj było moje. Takie zaimki mogą się w domu po kątach pogubić. Tak się zdarzyło. Na chwilę zgubiłam zaimek nasze. W Holandii pytając o Polskę, mówią - a jak jest u was? Zwykłe pytanie i potem dość zwykła odpowiedź. Jednak w Polce tak samo. Jak jest u was? Nagle z dwóch stron jest u was a ja nigdzie u n...

Bezbłędne błędy

Obraz
- Nie boisz się, że twoje dzieci będą się śmiać z tego, jak mówisz po holendersku? Zapytała mnie dziś Aga. Dla nich jest to język ojczysty, będzie codzienny i pewnie bezbłędny. Ja nawet bardzo się starając, zawsze będę mówiła z polskim akcentem i niestety pewnie jeszcze długo przeciśnie mi się „coś nie tak” w składni i w wymowie. Nie myślałam o tym. Zamartwiam się tyloma rzeczami, a tym jeszcze nie?! To prawda - język holenderski jest dla mnie bardzo ważny i często boli mnie, że nie potrafię się w nim w pełni wyrazić. Złoszczę się, gdy ze względu na akcent lub jakiś głupi błąd, ludzie źle mnie oceniają. Traktują mnie, jakbym nie była w stanie wszystkiego do końca zrozumieć. Pobłażliwość w ich wzroku irytuje mnie - robi błędy, bo jest obca. Złość jednak bardzo szybko mija, a irytacja to tylko przejaw mojej słabości. Już wiem, że istnieje coś takiego jak kompleks języka. Strach, że zaraz po otwarciu ust okaże się, że znów orzeczenie zawlekło się nie tam gdzie być powinno. Brr! Wi...

Dzień Mamy

Obraz
  W całkiem nie dużym mieście, na południu Polski, w jednym z wielu bloków, na drugim piętrze pali się światło. Jest już późno, wszyscy śpią. Przecież jutro trzeba iść do pracy, ale Mama nie śpi. Ona czeka, bo wie, że my jedziemy, że będziemy o drugiej, może trzeciej nad ranem. Nie ważne, czeka. Wjeżdżamy pod górę, bo u nas pełno gór. Widzę to okno i wiem, że wracam. To tu, to w tym miejscu znajduje się początek. To okno i ta osoba w szlafroku lila za nim, pomagają mi określić, gdzie jestem. Nie ważne jak daleko odejdę, to okno zawsze płonie ciepłym światłem. Będąc w Holandii, jestem po prostu tysiąc kilometrów od tego miejsca. Będąc daleko i tak wiem, że w tym oknie pali się światło. Jak latarnia morska, bym wiedziała, w którą stronę płynąć, by zawinąć do bezpiecznego portu. Tam zawsze ktoś na mnie czeka. Nawet wtedy, gdy nie mam nic do powiedzenia. Tam jest ktoś, kto martwi się o mnie zawsze, mimo, że wciąż powtarzam, ale u mnie wszystko w porządku. Naprawdę! Ja sobie ...

Niebieski odcień bieli

Obraz
Czy wiecie, jak pachnie zima? Jak się zimę czuje? Jak smakuje zima? To uczucie delikatnego szczypania na policzkach i ten zapach zmarzniętej ziemi, który unosi się w powietrzu. To śnieg skrzypiący pod butami. To oddech, tak całkiem widzialny, mieszający się ze spadającymi z nieba śnieżynkami. Śnieżynki powoli topniejące na grzywce wystającej spod czapki. Zima w Polsce, to łezki spływające po policzkach, i diamentami spadające na ziemię, bo taki mroźny wiatr. Zima to śnieg! Cały czas myślałam, że muszę wykroić choćby tydzień i teraz pojechać z dziećmi do Polski. W Holandii, gdy dzieci już chodzą do szkoły, aby wyjechać i nie zadrzeć z prawem trzeba czekać na wakacje. W lutym są wakacje krokusowe. W Polsce jest zima, pada śnieg. Jedziemy! Pakuję walizkę, kupuję pudło „stroopwafels”, bo bez nich nie ma, co się pokazywać w Polsce. Jedziemy, po 10 minutach w aucie syn pyta, czy już jesteśmy w Niemczech. Uśmiechamy się i tłumaczymy, że jeszcze nie. Godziny mijają, dzieci śpią, a wokó...

Nasi skrzydlaci sąsiedzi

Obraz
To, że nie jesteśmy jedynymi mieszkańcami naszego domu, odkryliśmy wiosną ubiegłego roku. Najpierw nie wiedzieliśmy, co oznaczają te dziwne odgłosy z poddasza. Nie było to chrobotanie, więc myszami się nie martwiliśmy. Jednak coś żywego z pewnością, gdzieś tam się zagościło. Wyraźnie tuptanie małych łapek trochę nas niepokoiło. Zastanawialiśmy się, jakie jeszcze szkodniki mogą zamieszkać na strychu. W marcu poznaliśmy odpowiedź. To po rynnie tuptały łapki pary kosów. Ptaki rozgościły się, nie na strychu, a właśnie w przestrzeni miedzy rynną i dachówkami. W słoneczne, sobotnie rano, usłyszeliśmy cichutkie głosy piskląt. Wydało nam się, jakby wiosna przyszła do nas bardziej, jakby osobiście weszła do naszego domu. W ogrodzie zadzieraliśmy głowy, starając się coś zobaczyć. Dwa małe czarne ptaki o pomarańczowych dziobach, zaczęły ciężką pracę. Pisklęta domagały się pożywienia. Rodzice latali całymi dniami, tam i z powrotem, starając się zamknąć małe dzióbki. Pisk z czasem się zmieniał,...