niedziela, 4 września 2011

Przeszłość to tylko kwestia czasu

Przeszłość to kiedyś, jeszcze nie teraz, ale tylko przez chwilę. Zaraz i tak się nią stanie.
To wtedy, gdy dni były prostsze a noce jakby mniej czarne. Gdy wszystkie marzenia były do zrealizowania a rozczarowania ogromne tylko przez jeden dzień. Zmartwień nie było wcale, a może nie takie jak dziś, bo mimo wszystko już wczorajsze.
Zapominam i chcę pamiętać. Gubię się w kolejnych godzinach, które przeraźliwie mieszają się ze sobą i już nic nie ma, tylko uciekający czas.
Przeszłości nie można opuścić, tak jak wychodzi się z pokoju i zamyka za sobą drzwi. Ona idzie z nami, jakby starała się pokazać, że jest inaczej, bo my już też nie ci sami. Jacyś tacy nietutejsi… niedzisiejsi.
Już widzę, jak często drogę wskazują ci, co błądzą i nie wiadomo dokąd iść. No i dalej do przodu, tylko czasem nie wiadomo gdzie to jest.
Przeszłość często uśmiecha się do mnie i tak bardzo chce wymienić swoje wspomnienia na marzenia przyszłości. A teraz dziś, za chwilę później, jak kolejne lądy do odkrycia. Jeszcze tyle do zrobienia. Jeszcze się udaje. To nie o to chodzi, że Mikołaj kupuje na kredyt i nie o to, że wróżka zębuszka chowa mleczaki w pudełku po zapałkach. O to, że prawdy zabarwione, zblakły z biegiem lat i już nic ich nie uratuje. O to, że znajduję odpowiedzi na gnębiące mnie pytania, tylko po to, by patrzeć jak głowy hydry odrastają zwielokrotnione znakami zapytań. Teraz przecież najważniejsza jest praktyczna strona życia. Zanurzyć dłonie, łokcie, ramiona w tym co potrzebne z dziś na jutro. Bzy coraz rzadziej pachną tak całkiem bezinteresownie.
Jak dobrze, że prawdy najszczersze wypływają z ust dzieci i potrafię je usłyszeć.
Dobrze, że wciąż mogę rankiem życie zaczynać kolejny raz od początku.
Jeszcze zachwyt, że potrafię, że to tylko kwestia czasu.
AS