czwartek, 28 października 2010

Na kawę z Panem Cogito cz.5



Poczucie tożsamości

Pan ma takie dziwne nazwisko, choć jego pochodzenie nie budzi wątpliwości. Wielu to panu mówiło. Pana nazwisko pochodzi jednak od "dwóch" Cogito. Jedno jest to, o którym piszą podręczniki. Wie pan - to z Kartezjusza. To jest pewne, niewzruszone, jednolite. "Drugie" Cogito jest od Nietzschego. Nie jest ani pewne, ani trwałe, ani jednolite. Gdy słucham pana wydaje mi się, że chyba jednak więcej ma pan z tego drugiego. Proszę mi powiedzieć, czy mam rację?
To wcale nie tak, pan jest gdzieś pomiędzy. Pomiędzy tym co pewne i czego wcale nie można zagwarantować. Pomiędzy tym, co trwałe jak kamień i ulotne jak uczucie. Pomiędzy tym, co niewzruszone a co zmienia się każdego dnia.
On tylko uśmiecha się lekko.
To mieszanina różnych przeżyć, pan potrafi z różnych stron spojrzeć na świat, przez to wszystko nie potrafię w tym odnaleźć niewzruszonej perspektywy. W tylu publikacjach nawiązują do pańskiego nazwiska i Kartezjusza. Proszę mi powiedzieć, czy pana nazwisko, to coś w rodzaju żartu?
Nic, brak odpowiedzi.
Pan mi nie pomoże prawda? Ja muszę sama sobie odpowiedzieć. Tak jak każdy, kto się nad tym zastanawia. Kto o tym myśli.
Do filozofii Nietzschego pan też do końca nie pasuje. Pan jest przecież zbyt realny, siedzi przecież pan tu obok. Usadawia się pan obok każdego, kto zajrzy na strony tych wierszy. Szepta pan coś do ucha, a potem odchodzi i pozwala resztę dopowiedzieć sobie samemu. Nawet wtedy jest pan bardzo realny. Pewnie dlatego jest pan tak bliski tak wielu .
Ktoś zapytał, dlaczego pańska krucha i niespójna tożsamość się nie rozpada? Dzieje się tak z tego samego powodu, z którego nie rozpada się ta pani podająca kawę i ten pan, mijający właśnie kawiarenkę i ja też nie. Bo jest pan ludzki, jest pan mieszaniną różnych filozofii.
Znów kamyk, niech pan spojrzy przywiozłam go z wakacji. To też taki dziwny czas, jakby na chwilę można było odpocząć od wszystkiego, nawet od siebie. To jednak nieprawda, bo mimo, że pakuję do plecaka tylko to co ważne i co lubię, głowę zabieram całą i już nie można odpocząć.

Jeśli miał poczucie tożsamości to chyba z kamieniem
z piaskowcem niezbyt sypkim jasnym jasnoszarym
który ma tysiąc oczu z krzemienia
(porównanie bez sensu kamień widzi skórą)
jeśli miał poczucie głębokiego związku to właśnie z kamieniem


Pan jest bardzo samotny. Tak często mówi pan o tym co "ja" a co "inni". Pewnie to bardzo trudne, gdy tego "ja", nie można w żaden sposób dopasować do ogółu. Gdy zawsze się czuje pozostawionym gdzieś tam, nawet nie z boku tylko tak całkiem "poza". Takim niedopasowanym, może nawet nie na miejscu. To jednak chyba nie jest takie straszne, jeśli mimo tego ma pan poczucie tożsamości z kamieniem.

Znów pan wspomina o widzeniu skórą. Dla pana oczy to nie jedyny sposób widzenia. Prawda? Kamień, proszę go dotknąć, zresztą pan nie musi, pan wie co ja czuję. Jest taki chropowaty. Oczy z krzemienia splecione ze sobą lepiszczem. One nie tylko patrzą na zewnątrz, one też zaglądają do wnętrza.
Czuje pan związek z kamieniem, bo zawsze martwota i życie są ze sobą związane. Dlatego, bo te dwa elementy są nierozerwalne i razem z nim tworzy pan całość. A może dlatego, że kamień jest niezmienny?
Przeczytałam u Herberta …

‘Kamień był nie tylko materiałem, ale posiadał znaczenie symboliczne, był obiektem weneracji, a także
przedmiotem wróżebnym. Między nim a człowiekiem istniał ścisły związek. Zgodnie z prometejską
legendą, łączył z ludźmi węzeł pokrewieństwa. Zachowały nawet zapach ludzkiego ciała. Człowiek
i kamień reprezentują dwie siły kosmiczne, dwa ruchy: w dół i w górę. Surowy kamień spada z nieba,
poddany zabiegom architekta, cierpieniu liczby i miary, wznosi się do siedziby bogów.’
Z. Herbert Barbarzyńca w ogrodzie


nie była to wcale idea niezmienności kamień
był różny leniwy w blasku słońca brał światło jak księżyc
gdy zbliżała się burza ciemniał sino jak chmura


Oczywiście, że nie. Nie utożsamia się pan z jego niezmiennością, bo ani pan ani on nie jesteście niezmienni. Zresztą o niezmienności, czy też zmienności człowieka można by długo dyskutować. No, bo czy nasza zmienność nie jest ułudą? Cieszymy się gdy jest dobrze, rozleniwiamy w promieniach słońca a gdy dzieje się źle, stajemy się markotni. Jest prawie zawsze - więc może tylko na tym opiera się ta zmienność, tak jak zmienność kamienia.
Księżyc nie świeci, nie posiada własnego źródła światła - "pożycza" światło od słońca. Ale pan nie, przecież pan zawsze "swoje", pan nigdy "kogoś". Wiem, że inspiracje i….. ale nie cudze światło. W to nie wierzę.

potem pił deszcz łapczywie i te zapasy z wodą
słodkie unicestwienie zmaganie żywiołów spięcia elementów
zatracenie natury własnej pijana stateczność
były zarazem piękne i upokarzające


W wielkim deszczu kamień może czasem zniknąć, mogą zniknąć nawet całe miasta, ale czym dla pana jest wielki deszcz? Gdzie pan znika? To wszystko takie, że już właściwie nic dodawać nie trzeba. To są takie słowa, które właściwie bardziej się czuje niż rozumie. W tym jest miłość, ale i erotyka... a może ja posuwam się za daleko. Przecież zatracając się w tych uczuciach jest na granicy piękna i upokorzenia. Dzięki kontaktowi z tą drugą osobą możemy czasem zatracić siebie a czasem łącząc się dopełnić, na chwilę poczuć się spełnionym, kompletnym.

więc w końcu trzeźwiał w powietrzu suchym od piorunów
wstydliwy pot ulotny obłok miłosnych zapałów


Mimo, że wstydliwy i że ulotny, ale piękny i za każdym razem warty powtórzenia.
AS

wtorek, 19 października 2010

Dorotka


Już od jakiegoś czasu czuję, że dom drży w posadach. Zdaję sobie sprawę z tego, że coś się dzieje, że coś jest nie tak. Siedzę na podłodze z podkulonymi nogami i trzęsę się cała.
To już nawet nie strach, to przerażenie.
Co będzie, jaka ja będę, gdy w końcu wstanę, otworzę drzwi a tam będzie całkiem inny świat?
AS

piątek, 8 października 2010

Na kawę z Panem Cogito cz.4




Przepaść Pana Cogito

Stworzyłam sobie swój własny świat. Moje cztery ściany, takie przyjacielskie i wydaje się, że chcą mnie miedzy sobą mieć.

W domu zawsze bezpiecznie

Czasem tylko można zapytać, czym jest ten dom? Czy to faktycznie te cztery ściany, czy może wspomnienie z przeszłości, czy po prostu coś, co na chwilę pozwala nam zapomnieć o zewnętrznym świecie? Jednak do domu potrzeba bliskich, bez bliskich dom to tylko budynek, pokój podobny do wielu. Dom nosi się ze sobą zawsze, jeśli się go ma. Wtedy, gdy na chwilę się gdzieś przystanie, można go tam znów odnaleźć. Te przysłowiowe "cztery ściany". Dom jest symbolem stałości, bezpieczeństwa i ucieczki przed wszelkim złem zewnętrznego świata. Taki powinien być. Trzeba go mieć, by mieć się gdzie schronić. W takim prawdziwym domu piękne są drzwi. Można je zamknąć, a za nimi zostawić to, co dręczy. Można na chwilę udawać, że skoro to zrobiliśmy, tego czegoś na tę chwilę nie ma.

ale zaraz za progiem
gdy rankiem Pan Cogito
wychodzi na spacer
napotyka - przepaść


To tak jakbyśmy się drugi raz budzili. Najpierw z nocnego snu, a potem z tej iluzji czterech ścian. Jednak czym jest ta przepaść? Czym jest dla pana? Pewnie czymś innym niż dla mnie. Może każdy ma swoją własną, osobistą przepaść. Dla pana może nią być ten obcy kraj. Lub być może bycie obcym w tym kraju. Czy może coś całkiem innego - strach przed przyszłością, albo cieniami przeszłości a może jakaś choroba, która w domu gnębi jakby trochę mniej, bo inni tego nie widzą?

nie jest to przepaść Pascala
nie jest to przepaść Dostojewskiego
jest to przepaść
na miarę Pana Cogito


Jaką przepaść ma Pascal? Co ma pan na myśli? Czy chodzi o jego chorobę o te straszne ataki migreny, które nie pozwalały mu zobaczyć świata takim, jakim my go widzimy, lub może pozwalał mu zobaczyć go całkiem innym a mimo to prawdziwym. To jego zawieszenie między dwiema otchłaniami. To dopiero robi wrażenie. Z jednej strony nieskończoność a z drugiej nicość. To się nazywa przepaść!!
A jaką przepaść miał Dostojewski? Czy dzieciństwo spędzone wśród śmierci, nieszczęścia i utraty? A może wygnanie i ciągłe staranie się o powrót do ojczyzny? Lub może ta otchłań w jego duszy, która ma być największą otchłanią wszechświata. A może ich przepaści to poglądy filozoficzne, czyli te wszystkie pytania, na które starali się znaleźć odpowiedzi.
Dlaczego pana przepaść jest na pańską miarę? Oznacza to, że jest mniej ważna, mniej poważna, że mniej znaczy. Być może każdy ma przepaść na własną miarę. Każdy otrzymuję taką, z jaką potrafi dać sobie radę. Lub być może, z jaką powinien był sobie dać radę. Co jednak oznacza to dawanie sobie rady?
Ma pan może ochotę na jeszcze jedną kawę, ja zamówię. Jaką lubi pan pić - z mlekiem a może czarną jak noc? Pan nie odpowiada, tylko zapala kolejnego papierosa a ja i tak zamawiam ten zapach, aby choć trochę poczuć się lżej. Chcę coś wykonać - jakiś realny gest.

dni bezdenne
dni budzące grozę

Wychodzenie z domu, codzienne i bez konkretnego celu, przeraża jak przepaść bez dna.

idzie za nimi jak cień
przystaje przed piekarnią
w parku przez ramię Pana Cogito
czyta z nim gazetę

Jest się świadomym tej przepaści i tego, że trzeba w nią wpadać, wciąż na nowo. Słyszy się prawie jej chichot za uchem. Nie pozwala o sobie zapomnieć. Człowiek udaje, że nawet o niej nie myśli, ale ona jest i sama nie pozwoli o sobie zapomnieć.

uciążliwa jak egzema
przywiązana jak pies
za płytka żeby pochłonęła
głowę ręce i nogi


Za płytka, by się zatracić. Te nasze przepaście to nic w porównaniu z tamtymi, tamci to dopiero mają a my co? Takie codzienne i tak całkiem zwykłe. Nie można im poświęcić książki ani filmu... Żeby tak można było w niej utonąć, tak jak toną ci, którzy mają wielkie przepaście.

kiedyś być może
przepaść wyrośnie
przepaść dojrzeje
i będzie poważna


Może kiedyś ta przepaść stanie się wreszcie wielka, aby robiła wrażenie, nie tylko na nas samych, ale nawet na innych. Będą patrzeć i ze zrozumieniem kiwać głowami, jacy dzielni jesteśmy, jacy silni. Mamy przecież takie wielkie przepaście.
Przepraszam, nie gniewa się pan, że mówię „my”?
Przepaść nie będzie już tak bagatelna, będzie nawet potrzebna.

żeby tylko wiedzieć
jaką pije wodę
jakim karmić ją ziarnem


Nie wiem jak z pańskiej przepaści zrobić coś imponującego. Nie wiem jak z własnej stworzyć coś, co by miało większe znaczenie.

teraz
Pan Cogito
mógłby zebrać
parę garści piasku
zasypać ją
ale nie czyni tego


Myśli pan, że pańską przepaść tak łatwo zasypać? Pewnie tak. To jednak niczego nie zmieni. Będzie pan tylko udawał, że problemu nie ma a on, mimo, że pod garścią piasku, ale i tak będzie istniał nadal. Przepaść jest dla pana ważna a właściwie ważne jest nauczenie się z nią żyć. To jest prawdziwe wyzwanie dla człowieka.

więc kiedy
wraca do domu
zostawia przepaść
za progiem
przykrywając starannie
kawałkiem starej materii


Zostawia pan ją za progiem, aby jutro znów w nią wpaść, choćby tylko po kolana, może trochę głębiej, ale jeśli zostawi pan ją właśnie tam, znów spotka się z nią. W domu odpocznie pan na chwilę. Przykrywa ją pan starannie kawałkiem starej materii. Chce ją pan ukryć. Być może w ten właśnie sposób dba pan o nią.
Moja babcia przed drzwiami kładła materiał, szary i czasem wilgotny. Aby ludzie, którzy przychodzą z wizytą, mogli wytrzeć w nią brudne buty...
AS

poniedziałek, 4 października 2010

Pociąg


Aptior est dulci mensa merumque ioco
Wsiadłam do pociągu relacji Amsterdam - Amersfoort Vathorst. W Holandii z transportu kolejowego korzysta się pobodnie jak w Polsce z autobusów. To trochę dziwne, bo zmieniając środek transportu musiałam też całkowicie zmienić (dla mnie uwspółcześnić) uczucia z nim związane. Gdy mieszkałam w Polsce podróż pociągiem kojarzyła mi się z wakacjami, z wypoczynkiem, z czasem spędzonym wśród rodziny. Tutaj pociąg to codzienny sposób przemieszczania się. Do pracy, do szkoły, czy tak jak w moim przypadku na uniwersytet. Wiele osób korzysta z tego środka transportu. W godzinach, gdy na autostradach tworzą się gigantyczne korki, pociągi wypełniają się po brzegi ludźmi - Holandia zaczyna się przemieszczać.
Wsiadłam - w przedziałach nie było już miejsc siedzących. Znalazłam jedno między przedziałami na rozkładanym krzesełku. Ustawiłam pod nogami torbę, aby zajmować jak najmniej miejsca i wyjęłam książkę. Zanim wyruszyliśmy z Amsterdamu, ja już byłam w innym świecie. Kątem oka zarejestrowałam ruch. W pociągu to nic niezwykłego, więc tym bardziej mnie zastanowiło, dlaczego akurat ten podświadomie zwrócił moją uwagę. Naprzeciw mnie młody człowiek usadawiał się właśnie na postawionej pionowo walizce. Przez głowę przebiegła mi myśl - i co z tego? Podróżny jakich wielu. Mimo to miałam problem, by znów zagłębić się w lekturze. Zlustrowałam go szybko, usiłując stwierdzić, co jest w nim tak nietypowego. Był ubrany w białe dżinsy, marynarkę i kowbojskie buty. Pewnie to stukot jego obcasów podświadomie wcześniej zwrócił moją uwagę. Twarz niczego sobie, nie był ani brzydki, ani przystojny, taki całkiem zwykły. Włosy trochę dłuższe, blond zaczesane do tyłu. Do stworzenia swojej fryzury użył ogromnej ilości żelu. Uniósł się lekko na nogach i z walizki, która pod nim stała, wyciągnął książkę i butelkę. Ta wydała mi się dość charakterystyczna, ale w pierwszym odruchu zaczęłam wątpić - to musiało być coś innego. Jedna z największych sieci supermarketów w Holandii sprzedaje w takich butelkach wino własnej marki. Butelki na tyle charakterystyczne, że nie mogłam się mylić, ale pomysł, że to był napój na czas podróży siedzącego naprzeciw mnie młodego człowieka wydał mi się absurdalny. Ja na kolanach trzymałam butelkę soku pomarańczowego. Może patrzę na świat jednak za bardzo subiektywnie... A może wyjął tę butelkę, bo bał się siedzieć na walizce z nią w środku... Znów usiadł, a ja starałam się czytać. On natomiast spokojnie odkręcił nakrętkę i 'pociągnął z gwinta'. Straszne! Zacznij czytać, powtarzałam sobie w myślach. Nie! Chcę sprawdzić jeszcze tylko jedną rzecz - co on czyta? Chwilę później, gdy chłopak po kolejnym dużym łyku odstawił butelkę na podłogę, popatrzyłam na okładkę jego książki; Tolkien "Władca pierścieni". Nie, to niemożliwe! Ten cały obrazek kompletnie mi nie pasuje. Wino, które popijał, bardziej pasuje, do sosów a na pewno nie jako napój do picia w czasie podróży. Zresztą picie wina prosto z butelki, jest już jawnym pogwałceniem kultury spożywania tego trunku. Owidiusz powiedział kiedyś, 'stół i wino sprzyjają przyjemnemu spędzeniu czasu', ale chyba nie o to mu chodziło. Tutaj ani stołu w przejściu między przedziałami ani on przyjemnie z tym winem nie spędza czasu, choć może w jego odczuciu tak.

Wysiedliśmy na tej samej stacji. Widziałam, że lekko zataczał się wystukując nierówny rytm obcasami kowbojskich butów.Popatrzyłam na niego i przez chwilę wydało mi się, że go nie ma. Jest może ten stukot butów i reszta niedopasowanych elementów, ale jego tutaj nie ma. Tak jakby był wytworem mojej wyobraźni. Pewnie niewiele z tego, co przeczytał zostało mu w pamięci. Zapewne nie zachwycił go Gandalf, ani nie rozbawił Gimli. Prawie na pewno, alkohol znieczulił, co miał znieczulić, a on szedł gdzieś, gdzie być może iść musiał. Choć wszystko to wyglądało, jakby jego zataczający się spacer, donikąd nie prowadził.
AS