sobota, 15 czerwca 2013

Zwykły dzień




Budzę się i jeszcze przez chwilę, choć budzik zgłasza już swój sprzeciw, jestem w świecie kolorów, poezji i muzyki. Nie śpię, ale jeszcze przez chwilę myślę, że śnię. Pamiętam wędrówki, słowa i dźwięki. Potem dzień wymiata kolory, metafory, tony i półtony. Jeszcze przez chwilę moje myśli tańczą i prawie czuję miękkość chmur pod stopami.  Z wolna świat staje się wyraźny, codzienny i taki zwykły.
Otwieram oczy i nie przychodzą do mnie goście z Akwinu i Asyżu. Pan Cogito, też nie zadaje już trudnych pytań. Nikt nie udziela odpowiedzi, chyba, a może ja nie słucham. Pomrukują tylko w zamyśleniu, choć nie to jednak ja. Promień słońca niczym szpada rozcina zasłony.
Potem do szkoły i znów te małe rozstania, tylko do południa, ale to już inny świat.  Nie rozmawiamy o tym, bo to zwykłe. Jednak od rana do każdego popołudnia dzieci się zmieniają. Znów są starsze, mądrzejsze i bardziej doświadczone.
A może dziś do fryzjera? Raz na wieki, bo już nie te czasy, już nie można sobie pozwalać.  Pozbędę się srebrnych dowodów przemijających dni.
W drodze do domu drzewa w białych kolanówkach, które odstraszają insekty, stoją na straży tego, co niezmienne.
Chwila przy kawie i program w telewizji. Sto uśmiechów Mona Lizy, a ona wybrała ten i tak już zostało. Sklepienia budowli i te w głowie odsłaniają swe sekrety.
Wsparta na parapecie okna wypatruję motyli, choć czasem zdarza mi się zaglądać do środka. Dopisuję wtedy historie do nie zawsze istniejących twarzy i istniejących wnętrz. Pieczołowicie dbam o happy endy.  
Przychodzi listonosz ze stertą rachunków, opłaty za bycie i nie bycie, za jasność, czystość, za to, że tu na chwilę i trochę tam, bo opony, bo koła, bo szyba; a opłata musi być. Dach przecieka a pralka toczy bęben przez kolejne góry wspomnień, zup, błota i farb.
Codzienność!
Gdy wycieram podłogę, królowa puka w mej głowie i prosi o kolejny rozdział. Jeszcze chwilę, już pędzę. Na zakupach książę chce dobyć miecza a tu tylko pomidory, chleb i mleko.
Literatura w stertach leży i tylko świadomość jej posiadania poprawia nastrój. Zawartość nadal pozostaje wędrówką hieroglificznych mrówek. Na stole wyleguje się bezczelnie ryza białego papieru i swą czystością podkreśla wyrzuty sumienia.
Nagle przychodzi do mnie chłopiec, prawie mężczyzna, już nie dziecko. Strzela palcami i gubię się w mijających dniach, a przecież tak bardzo pilnuję. On natomiast niebezpiecznie piszczy, jakby rozmawiał z nietoperzem a to tylko muzyka nowego czasu.
Odkurzacz warczy!
Ząb rusza się tak bardzo, że trzyma się dziąseł córki już tylko siłą jej woli. Jeszcze dziś się rozdzielą. Potem będzie nowy, ten który doświadczy jej dorosłego życia.
No i zaczyna padać. Deszcz z chmury wcale nie wysoko zwieszonej przekłamuje barwy odzieży i figlarnie kręci włosy.
Wieczorne cienie tak realne, że aż nie wiadomo, czy należą do ludzi, czy ludzie do nich.
Telewizor rozdarty wiadomościami o śmierci kolejnego dziecka. Żadna świeczka nie znieczula okrutnej sytuacji.
Układam włosy i słowa w kolejności z nadzieją, że znajdą sens, że mnie zrozumieją a potem już się gubię. Słowa ze swym wewnętrznym światłem przenikają, ale jeszcze trochę niezgrabnie. W torebce notes na myśli do niezapomnienia. Na głowie nieład.
            Do wieczora rozwiązuję moją polsko-holenderską krzyżówkę a hasło nadal pozostaje niewyraźne, pionowo, poziomo i na ukos, też się nie udaje.
            Atrament łzawi, dzień dobiega końca. Zsunięte ramiączko odsłania pierś a może serce? A pytanie pozostaje, które z tych snów są wielkie a które małe. 
AS

niedziela, 9 czerwca 2013

Zatrzymana chwila



Jest takie jedno zdjęcie. Tak stare, że prawie samo siebie zapomniało. Już nawet nie jest czarno-białe, ponieważ tak wyblakłe. Teraz naśladuje trochę zawstydzoną sepię. Na niewielkim prostokącie papieru zapisana historia.  Dla świata wcale nie jest ważna, tylko dla mnie. A może taka jest właśnie najważniejsza, bo ma wyraźną twarz i nie spisują jej w książkach. Liczba pojedyncza zawsze jest bardziej czytelna niż mnoga. Może ważniejsza, bo namacalna w równych rzędach cegłówek a nie w monumentach na skwerach, omijanych bez uniesionych spojrzeń.

Na zdjęciu nie wiele się dzieje. Jest tam dom murowany ze spadzistym dachem i okno i płot, a wszystko pełne nieopowiedzianych historii. Ściany w jakiś szalony sposób przypominają ciasto, może dlatego, że zmienia się z czasem i kolejne pokolenia pozwalają mu rosnąć.

Trochę bliżej dostrzegam drogę, wiem dokąd prowadzi, cel nie zmienił się na przestrzeni lat. Całkiem blisko, na skraju papieru wyraźnie widzę mężczyznę. Siedzi na rowerze. Zatrzymał się, lecz jest gotów do dalszej drogi. Pochwycił chwilę na wiele lat utrwalony w papierze. Ramka ogranicza wspomnienia, przecież poza nią tak wiele przeminęło. On pozostał i trwa, mimo że skóra fotografii też pokryła się zmarszczkami. Pęknięcia czy zmarszczki, przypominają mijające chwile. 

Mężczyzna jest moją przeszłością, gdy mnie jeszcze nie było, był on, dlatego teraz jestem ja. Nie patrzy na mnie, spuszczony wzrok koncentruje na drodze. Koła za chwile ruszą, tylko fotograf skończy pracę. Rozświetlone włosy rozwieje wiatr. Lekko rozchylone usta dokończą zdanie wypowiedziane osiemdziesiąt lat temu.

Pytam tatę, czy wie, dokąd zmierza dziadek na tej fotografii. Mnie wtedy nie było jeszcze na świecie odpowiada, ale może jechał do sklepu lub pracy. Oczami wyobraźni pozwalam ruszyć rowerowi. Młody mężczyzna otrząsa ramiona z ciężaru światłoczułego papieru. Podąża do pracy, ale co tam robił? Dobrze, a zatem do sklepy, niech kupi chleb, herbatę i takie cukierki, których już dziś nie można kupić. Potem wróci do domu tą samą drogą, ale fotografa już tam nie będzie i już tej chwili nie zachowa dla mnie.

Co lubił robić, czy czytał książki, jaka była jego ulubiona potrawa, czy śpiewał? Czy wierzył w marzenia i czy mu się spełniały? Co go bolało, czy był okrutny a może kochał bez pamięci? Tak blisko a tak bardzo nie wiem. Fotografia coś przypomina, choć wszystko już się zmieniło.

Dom stoi tam gdzie stał i nadal mieszka w nim ciepło, ale nie ma już ani tego płotu, ani roweru, ani mężczyzny. Kolejne pokolenia tworzą nowe opowieści. A dziadek patrząc na drogę przed siebie w mej wyraźni widzi właśnie to, co dziś się dzieje. 

AS

środa, 5 czerwca 2013

Przepraszam, że co?


Ileż było wątpliwości i pytań w chwili, gdy moje dzieci zaczęły mówić. Tak bardzo obawiałam się dwujęzycznych sytuacji. Nie wiedziałam, jak to będzie, gdy w naszym całkiem codziennym życiu pojawią się niderlandzkie słowa, których nie będę rozumieć. A co zrobić z tymi słowami, których nadal nie potrafię wypowiedzieć? A dlaczego moje dzieci nie chcą między sobą rozmawiać po polsku? Pytania się mnożą, ale i odpowiedzi pojawiają się same, bo tak to już jest w życiu.
Dzieci dorastają a ja już dawno przestałam się bać tych lingwistycznych zawirowań, ponieważ każdy dzień przynosi całkiem inne wyzwania. Czasem irytuję się, gdy mówię jakieś słowo niepoprawnie, ale tak samo irytuję się, gdy szklanka rozbija się o twardą podłogę. To już nie stanowi wyzwania. Rozumiemy się i to jest nasz sukces.

Mój sukces tylko do chwili, gdy syn wchodzi do pokoju i już w drzwiach krzyczy:
- Mama zobacz, ja już rozumiem!
- Co rozumiesz?
- Poparz – wskazał palcem stronę papierową reklamówkę sklepu, w którym sprzedają ogrodowe baseny. - Widzisz, ja wiem ile tu się zmieści metrów sześciennych wody. Łatwizna! Patrz tu masz długość, to mnożysz przez szerokość a potem jeszcze przez głębokość. Patrz tu mnożysz to przez to i ci wychodzi dwieście. Potem to dwieście mnożysz przez czterdzieści i masz osiem tysięcy. No i tyle masz litrów. No, a wiesz, że jeden litr jest to samo, co 1 decymetr sześcienny i tu odciągasz te zera i ci wychodzi, że osiem metrów sześciennych.
- ?
Nie bardzo wiem, co właśnie usłyszałam i ogarnia mnie przerażenie, że całkiem nieświadomie byłam w śpiączce i coś przegapiłam. Jak ogarnąć pojemność basenu, pojemnością mego nie matematycznego mózgu? Jak ogarnąć to, że on potrafi – łatwizna.
Gdy pierwszy szok minął i przyjęłam z pokorą świadomość, że nie każdy musi mieć w głowie kalkulator, jak grom z jasnego nieba spadł na mnie kolejny wstrząs. Komputer! Nie ma życia bez komputera, to wie każda mama dorastającego chłopca.
- Mama to łatwe, słuchaj: musisz ściąć drzewo i masz drewno. Potem musisz zrobić deski a z nich musisz zrobić workbench. Tam masz dziewięć bloków do craftingu a w inventory tylko cztery.
- Czekaj, co jest inventory...
- Jak klikniesz na E to tam masz inventory i widzisz, co ty masz, co zabrałaś i takie tam.
- ?
- Jejku nie rozumiesz? Masz deski z drewna a je masz w małym craftboxie i w ten sposób masz pierwszego craftboxa. Potem możesz zrobić dużego craftboxa, ale to musisz już robić sama właśnie z małego. A wiesz, co jeszcze jest fajne, nowe modsy.
-?
- Jest ich całe mnóstwo. Herobrine mod, explosief +mod, slender mod, mutant enderman mod i more explosive mod, ale ja najbardziej lubię explosive + mod i more explosive mod, te są najlepsze. Wiesz, czemu? Bo masz dużo wybuchów, TNT wiesz takie rzeczy wybuchowe i, i, i - widzę, jak bardzo się rozpędza - i masz bombę atomową, i granaty dymne i jeszcze rocket launcher. Tam masz jeszcze bomby z lawy, C4 i jeszcze takie bomby, które wybuchają, potem jest 9 C4 i one też wybuchają i masz time bom. O i jeszcze tam jest bazooka!
Potem zaczął wymieniać rodzaje TNT, ale już się całkiem pogubiłam. Może gdyby nie szok spowodowany ilością niezrozumiałych słów, zaczęłabym dyskusję na temat brutalności, wybuchów i wielu końców cyfrowego świata, ale nagle poczułam się bardzo stara. Przełóżmy to na inny dzień.
Środy też są pełne słów z jeszcze innego świata. Mój syn uczęszcza na zajęcia kółka szachowego. Gdy już ogarnia mnie radość, że wiem, co to hetman a co wieża i jak się poruszają, odbywa się kolejna rozmowa, której nie spisałabym bez pomocy tłumacza.
- Dziś na szachach zrobiłem związanie z królową.
- Co zrobiłeś?
- Wygrałem z Kacprem w szachy. A wiesz jak ja? Stawiam tak, że nie można nic zrobić. W końcu zrobiłem szach mat przeciwnikowi, królową zbiłem pionka a królowa była zakryta gońcem. – Na niewidzialnej szachownicy zawieszonej w powietrzu, kreśli miejsce wszystkich figur.
- No i co wtedy?
- No i był szach mat! To chyba oczywiste!
-?
Oczywiście staram się poznawać słownictwo szachowe, przeszukuję Internet za wyjaśnieniami i zaczynam pojmować matematyczne wzory, chwilami nawet wydaje mi się, że rozumiem, co to modsy. Jednak życie i zainteresowania dzieci zmieniają się tak szybko, że gdy już wydaje mi się, że wszystko pojmuje, pojawiają się nowe i wszystko zaczyna się od początku.
Sytuacje dwujęzyczne? Jakie sytuacje dwujęzyczne?
AS

poniedziałek, 3 czerwca 2013


JUŻ JEST!!!

"Słowa do użytku wewnętrznego"

"Voedsel voor de ziel"

Wydawnictwo PNKV