środa, 21 listopada 2012

Wojna w Jangblizji W tamtym Świecie





Wojna w Jangblizji W tamtym Świecie



Moja miłość do bajek i historii fantasy znalazła miejsce wyrazu. Stworzyłam cały świat. Jangblizja to świat taki jak nasz, ale równocześnie całkiem inny. Brzmi nielogicznie? Może...


Żyją tam Istoty, które są inne, jednak zmagają się z takimi samymi problemami jak my... Gdy już nie wiedzą gdzie zbiec, przedostają się do nas, do Tamtego Świata.


Zapraszam na stronę książki : http://www.wojnawjangblizji.com/



"Królowa Zara jest przerażona, gdy wybucha w Jangblizji wojna. Jej dzieci, Roan i Nana, powierzone Owcowatej Irys, chronią się w Tamtym Świecie – w straszliwym miejscu znanym tylko z opowieści dla dzieci. Gdy na zamku pojawiają się rycerze wroga, Zara zostaje osadzona we Wschodniej Wieży. Nie mając kontaktu ze światem zewnętrznym, nie potrafi uwolnić się od myśli, że już nigdy nie zobaczy najbliższych. Strach, tęsknota i bezsilność stają się najgorszym więzieniem. Tymczasem książęta poznają Tamten Świat przekonani, że są jedynymi Jangblizjanami, którzy tam zamieszkali. Z czasem zaczynają dostrzegać niepokojące ślady obecności rodaków. Zaufani poddani strzegą królewskich dzieci, ale przebywanie w nieprzyjaznym świecie staje się coraz bardziej niebezpieczne. Odkrywanie tajemnic nowej krainy zmienia się w poznawanie siebie, swojej rodziny i historii ojczystej Jangblizji.

„Wojna w Jangblizji” to powieść o zrodzonym w umyśle autorki świecie pełnym oryginalnych stworzeń, o przyjaźni (nie tylko między ludźmi), o poświęceniu, walce o wolność i szukaniu swojego miejsca. Pisarka w nietuzinkowy i swobodny sposób rozbudza w czytelniku refleksje i empatię, a także bawi naturalnością dziecięcych spostrzeżeń.

W opowieści Agnieszki Steur bez lęku można zagłębiać się w niespokojne i niepewne losy królewskiej rodziny. Znużenie codziennością znika w świecie magii i tajemnic, a chęć poznania sekretów skrywanych przez rodziców, towarzysząca niemal każdemu z nas, jest w pełni zaspokojona."
AS

Patronat medialny:




poniedziałek, 19 listopada 2012

Naarden, gwiazda na ziemi



 Dla www.lejdizmagazine.com
Historia Naarden jest niczym gotowym materiałem na film, choć prawdopodobnie większość miast na świecie ma zajmujące i rozdzierające historie ukryte w uliczkach i parkach. Wystarczy tylko wybrać się na spacer i pozwolić magii miejsc zadziałać, by już po chwili cofnąć się w czasie.
Cel mej dzisiejszej wyprawy, to dawny holenderski port położony niecałe 20 km na południe od Amsterdamu. To miasto warowne, jest unikalne ze względu na swą formę. Naarden to prawdziwa architektoniczna gwiazda i nie jest to metafora. Wystarczy spojrzeć na to miejsce z lotu ptaka. Wały oraz podwójne, nadające niezwykły kształt fortyfikacje kanałów, tworzą właśnie tę figurę geometryczną zdjętą z nieboskłonu. W przeszłości to miasto było twierdzą, do dziś zachowało się sześć jego bastionów. Każdy dom, uliczka i najmniejszy zakątek jest odrestaurowany, większość budynków przenosi odwiedzającego do XVII wieku.
Jedną z najbardziej mrocznych historii tego miejsca jest rzeź mieszkańców z roku 1572. Trwała już wtedy wojna osiemdziesięcioletnia.  Była konfliktem ciągnącym się od 1568 do 1648 roku, w którym Niderlandy walczyły o wyzwolenie spod panowania hiszpańskiego.
Zbigniew Herbert napisał o mieszkańcach kraju, w którym i ja zamieszkałam, że „wolność była dla Holendrów czymś tak prostym jak oddychanie, patrzenie, dotykanie przedmiotów.” Walka o nią kosztowała ich bardzo wiele żyć. Naarden początkowo pozostało wierne hiszpańskiemu królowi Filipowi II. Jednak ludność była podzielona: część wspierała Hiszpanów, ale część popierała Wilhelma Orańskiego. Nie było to jedyne miasto nieprzychylne Hiszpanii, dlatego bardzo szybko rozpoczęto krwawą kampanię mająca na celu podporządkowanie buntujących się. W listopadzie 1572 roku Hiszpanie rozpoczęli oblężenie opisywanej przeze mnie twierdzy. Mieszkańcy nie chcieli się poddać bez walki, jednak mury były w złym stanie a kanały zamarzły ułatwiając dostanie się do miasta wrogom. Naarden nie mogło stawiać oporu zbyt długo.  Mieszkańcy byli gotowi się poddać, pod warunkiem, że zostaną oszczędzeni. Hiszpanie obiecali spełnić tę prośbę. Holendrzy odetchnęli z ulgą. W dniu 1 grudnia 1572 roku, wróg wkroczył do miasta. Na początku nic nie zapowiadało nadciągającej tragedii.  Prawie wszyscy mieszkańcy zebrali się w ratuszu chcąc wysłuchać racji okupanta. Stłoczyli się w renesansowym budynku, który do dzisiejszego dnia jest dumą Holendrów i dowodem na to, że nie ma klęski, po której nie można by znów powstać.  Wtedy niczym w najgorszych filmach grozy, zamknięto wszystkie drzwi i Hiszpanie rozpoczęli straszliwą rzeź. W księgach historycznych wspomina się, że z masakry w Naarden ocalało zaledwie 60 osób.  Każdy mieszkaniec, który posiadał broń został zabity. Miasto zostało złupione i prawie doszczętnie spalone.


Trudno wyobrazić sobie odrodzenie jakiegokolwiek miejsca, po takiej tragedii, gdy do końca wojny pozostało jeszcze 76 lat. Jednak się udało.
Pisząc tego typu teksty trzeba się pilnować, aby nie rozpędzić się za bardzo. Ponieważ każdy kolejny krok to następna historia. Zatrzymując się przy ratuszu, trudno nie zauważyć, że budowla ma jedno okno „niepasujące” do reszty. Wszystkie okna są kwadratowe a to jedno ma owalny kształt. To właśnie stamtąd, przez to okno, wiele lat temu wymierzano kary i to tam wisiała klatka wstydu, w której zamykano skazanych, aby inni mogli ich wyszydzać.
Kilka kroków dalej kościół a przed nim pomnik filozofa. W Naarden są złożone szczątki Jana Komeńskiego, wielkiego Czecha, który spogląda zamyślony z piedestału na przechodniów. Jego rozłożone ręce w jakby niedokończonym geście, kierują się w moją stronę. Wydaje się, że filozof wyjaśnia coś kolejnym pokoleniom. On zbiegł do Holandii przed ciemnotą i zacofaniem. Może przestrzega nas przed czymś? Tutaj właśnie znalazł schronienie i pozostał do dziś. Nadal stoi na rynku i w niedokończonym geście przypomina, że warto walczyć o ideały. Prawdopodobnie niewiele osób wie, że plan miasta Naarden, ta gwiazda na ziemi, jest odwzorowany na banknocie 200 koronowym w Czechach.
W mieście tym odbywają się też niezwykłe lekcje historii dla dzieci. Całe klasy razem z aktorami przechadzają się po uliczkach i przebrani w szaty z innych epok odgrywają scenki tego, co właśnie tam miało miejsce wiele lat temu. Żadne z dzieci nie zapomina tych chwil a wiadomości z minionych epok pozostają w pamięci.
Jeśli ktoś odwiedzi Królestwo Niderlandów z pewnością zawita do Amsterdamu a do Naarden jest już wtedy bardzo blisko.
AS