środa, 19 maja 2010

Drzewa i ludzie. Szanuj zieleń!


Grudzień to zwariowany miesiąc! Poza wszystkimi standartowymi szaleństwami, w tym czasie moje dzieci mają urodziny. Najpierw mój syn a dwa tygodnie później córka. Trzeba tyle załatwić, tyle zorganizować. A ja słyszę tylko, ja chcę to, ja chcę tamto, w czasie każdej przerwy na reklamy.
W tym roku imprezą urodzinową dla syna i jego kolegów była wyprawa do lasu na coś w stylu szkoły przetrwania. Chłopcy bawili się świetnie i wrócili do domu umorusani do granic możliwości. Szkoła przetrwania jest kilka kilometrów od naszego domu, więc w jakiś sposób musieliśmy tam przetransportować chłopców. Mój mąż zabrał do swojego auta czterech a ja pozostała dwójkę. Ze mną jechali Jasper i Niels. Przesympatyczni chłopcy, którzy gdy tylko wsiedliśmy do mojego pojazdu, zaczęli opowiadać przeróżne historie. Opowiadali o rekinach, które obgryzają ludziom nogi, o oswojonych przez ludzi lwach, o tym co robili na swoich urodzinach i o tym czego nie chcą robić tego dnia na szkole przetrwania. Jasper bał się przeciskania wąskimi tunelami a Niels przedzierania się przez błoto. Uspakajałam ich, że na pewno będzie dobrze i nie mają się czego obawiać.
- Kiedyś myślałem, że każdy człowiek ma swoje osobiste drzewo – powiedział nagle Jasper całkowicie zmieniając temat. Jasper ma 10 lat. Słucham, bo chcę wiedzieć co jeszcze nam powie. - Gdy ktoś to drzewo wytnie to człowiek od drzewa umiera.
- One produkują tlen, myślałem, że jedno drzewo produkuje tlen dla jednego człowieka. Jeśli ktoś je wytnie to człowiek już nie ma czym oddychać.
- A kto je wycina? – pyta Niels. Niels ma 8 lat.
Jest wielu. Którzy wycinają cudze drzewa. Pomyślałam. Jest też wiele sposobów na ich wycinanie. Czasem robi się to jednym uderzeniem siekiery. Drzewo upada i pozostaje po nim pusta przestrzeń. To wycinanie może być jednak bardzo powolne, trwać lata, są to delikatne acz stanowcze pchnięcia ostrym narzędziem. Drzewo ugina się wciąż bardziej i bardziej ale nie pada. Dopiero po długim czasie przełamuję się do końca i już go nie ma.
- Nie wiem, ale fajnie by było, gdyby tacy ludzie nie istnieli.
- A co by było, gdyby Ci od wycinania wycieli swoje drzewa?
Są tacy ludzie. Również mogą to zrobić w jednej chwil, zupełnie rozmyślnie. Zamykają się w czterech ścianach lub stają na drodze nadjeżdżającego pociągu i już ich nie ma. Czasem jednak rozciągają ten proces w czasie, bardziej lub mniej świadomie, ale też w końcu znikają. Zresztą ludzie, którzy wycinają cudze drzewa, pewnie w jakiś sposób wycinają własne. Nie można odebrać komuś życia nie odbierając sobie go w jakiejś części.
- No właśnie. Śmieje się Jasper.
- Czy można wyciąć własne drzewo?- pyta Niels
- Chyba można…
- Gdybym znalazł swoje drzewo, dbałbym o nie… bardzo – mówi Niels
- No, ja też. Pilnowałbym, aby nikt go nie wyciął.
Pilnujcie kochani chłopcy, pilnujcie swoich drzew. Niektóre drzewa są mocne i wielkie jak baobaby. Inne smukłe i delikatne jak młode brzuzki. Inne są ponure i niewzruszone jak dęby. Jednak o wszystkie należy dbać. Szanować korzenie i nie zapominać, że one są, bo to również dzięki nim drzewa są silne. Patrzeć chyba jednak należy przed siebie a zielone ramiona wyciągać do słońca.
- Widziałeś ten program jak facet wkładał głowę do paszczy lwa? Zapytał Jasper
Dojeżdżamy do celu. Chłopcy przejęci tym, co za chwilę się stanie zapominają o kontynuowaniu swojej rozmowy. Zaprowadzamy ich na miejsce, tam przejmuje ich od nas przewodniczka, która teraz się nimi zajmie.
Tunele wcale nie były takie straszne, a błoto nawet fajne. A ja znów czegoś się nauczyłam.
AS

wtorek, 18 maja 2010

Pasjans


Czasem tak od niechcenia i trochę dla relaksu, a może i dla zapomnienia, rozkładam pasjanse. Jak wiedźma, szukam w kartach czegoś, jakiejś odpowiedzi na niezadane pytania. Ktoś bardzo mądry powiedział, że tajemnica pasjansa polega na tym, że nie można się przy nim śpieszyć. Teraz człowiek śpieszy się zawsze, czasem wydaje mi się, że nawet odpoczywanie w pośpiechu, jest w dobrym tonie. Ja, zatem na tę jedną chwilkę, na moment całkiem nieprzyzwoicie się nie śpieszę. Długo rozkładałam karty z papieru o pięknych koszulkach z widokami Krakowskich uliczek. Któregoś dnia odkryłam, że w opcjach dodatkowych mojego telefonu komórkowego mam różnego rodzaju pasjanse. Zatem zaczęłam rozkładać karty nawet ich nie dotykając. Jeden przycisk i układają się w równe rządki na małym ekranie. Taka przyśpieszona wersja niespieszenia się.
Pewnego dnia dostałam update – nowa edycja, super opcje. Już mi się nie podoba, to już nie jest relaks. Ten mały komputerek zlicza moje wyniki i milcząco je przedstawia. Przerabia na procenty, które kręcą zniechęcone dwoma główkami na długiej szyi. Ma też inną dodatkową opcję. Gdy stanę już pod ścianą i w żadną stronę nie mogę się poruszyć, wciskam przycisk restart i mogę układać to samo od nowa. Mogę poprawiać swoje błędy. Jeśli tylko chcę mogę iść inną drogą, spróbować wygrać inną metodą. Podekscytowana możliwością, drugiej, trzeciej i kolejnej szansy, zaczęłam wciskać restart i próbować kolejny i kolejny raz wybierać tę lepszą, właściwą drogę. Zamiast odpoczywać zaczęłam się coraz bardziej irytować. Kolejne próby poprawienia własnych błędów kończyły się niepowodzeniami. Przegrane pozostawały przegranymi, tylko jeszcze bardziej zaczęłam je odczuwać. Jak można tyle razy wybierać złą drogę? Jak można wciąż źle wybierać? Zamiast przechodzić do kolejnych wyzwań pozostawałam na dłużej w ślepej uliczce, nie pewna czy w ogóle coś z tego mam. Wciąż bardziej poirytowana wciskałam restart. Przestałam odpoczywać przy kartach. Zaczęłam jednak zastanawiać się, czy czasem nie istnieją sytuacje bez wyjścia, bez właściwego rozwiązania.
Nasze życie jest pełne updatów. Codziennie wczytywane są nowe dane a człowiek musi sobie z tym radzić. Tak często żałuje się, że nie można wcisnąć tego diabelskiego restaru. Tyle razy powtarza się - gdybym mógł cofnąć czas, gdybym wtedy wiedział to, co wiem teraz. Ja też tak mówię, czasem… A co jeśli cofnięcie się w czasie, tak jak w moim pasjansie niczego by nie zmieniło? Czy to lepsza, czy gorsza myśl? Może trzeba westchnąć i iść dalej i nie zastanawiać się, co by było… Może nasze życie czasem nie oferuje nam rozwiązań. Może tajemnicą jest ich poszukiwanie? Może lepiej nieprzyzwoicie przystawać na chwilę w biegu i nie sprawdzać wyników. Za którymś razem w końcu przecież nam się uda.
Układam karty, ale już nie patrzę na procenty. Nie wychodzi mi, nie wciskam restartu tylko New. Nie chcę zastanawiać się czy byłoby inaczej, gdybym zamiast tej siódemki kier wybrała tamtą karo. Trudno wybrałam tę, wtedy wydawała mi się najlepszym rozwiązaniem. Nie była? Trudno. Może następnym razem wybiorę lepiej.
AS