wtorek, 18 maja 2010

Pasjans


Czasem tak od niechcenia i trochę dla relaksu, a może i dla zapomnienia, rozkładam pasjanse. Jak wiedźma, szukam w kartach czegoś, jakiejś odpowiedzi na niezadane pytania. Ktoś bardzo mądry powiedział, że tajemnica pasjansa polega na tym, że nie można się przy nim śpieszyć. Teraz człowiek śpieszy się zawsze, czasem wydaje mi się, że nawet odpoczywanie w pośpiechu, jest w dobrym tonie. Ja, zatem na tę jedną chwilkę, na moment całkiem nieprzyzwoicie się nie śpieszę. Długo rozkładałam karty z papieru o pięknych koszulkach z widokami Krakowskich uliczek. Któregoś dnia odkryłam, że w opcjach dodatkowych mojego telefonu komórkowego mam różnego rodzaju pasjanse. Zatem zaczęłam rozkładać karty nawet ich nie dotykając. Jeden przycisk i układają się w równe rządki na małym ekranie. Taka przyśpieszona wersja niespieszenia się.
Pewnego dnia dostałam update – nowa edycja, super opcje. Już mi się nie podoba, to już nie jest relaks. Ten mały komputerek zlicza moje wyniki i milcząco je przedstawia. Przerabia na procenty, które kręcą zniechęcone dwoma główkami na długiej szyi. Ma też inną dodatkową opcję. Gdy stanę już pod ścianą i w żadną stronę nie mogę się poruszyć, wciskam przycisk restart i mogę układać to samo od nowa. Mogę poprawiać swoje błędy. Jeśli tylko chcę mogę iść inną drogą, spróbować wygrać inną metodą. Podekscytowana możliwością, drugiej, trzeciej i kolejnej szansy, zaczęłam wciskać restart i próbować kolejny i kolejny raz wybierać tę lepszą, właściwą drogę. Zamiast odpoczywać zaczęłam się coraz bardziej irytować. Kolejne próby poprawienia własnych błędów kończyły się niepowodzeniami. Przegrane pozostawały przegranymi, tylko jeszcze bardziej zaczęłam je odczuwać. Jak można tyle razy wybierać złą drogę? Jak można wciąż źle wybierać? Zamiast przechodzić do kolejnych wyzwań pozostawałam na dłużej w ślepej uliczce, nie pewna czy w ogóle coś z tego mam. Wciąż bardziej poirytowana wciskałam restart. Przestałam odpoczywać przy kartach. Zaczęłam jednak zastanawiać się, czy czasem nie istnieją sytuacje bez wyjścia, bez właściwego rozwiązania.
Nasze życie jest pełne updatów. Codziennie wczytywane są nowe dane a człowiek musi sobie z tym radzić. Tak często żałuje się, że nie można wcisnąć tego diabelskiego restaru. Tyle razy powtarza się - gdybym mógł cofnąć czas, gdybym wtedy wiedział to, co wiem teraz. Ja też tak mówię, czasem… A co jeśli cofnięcie się w czasie, tak jak w moim pasjansie niczego by nie zmieniło? Czy to lepsza, czy gorsza myśl? Może trzeba westchnąć i iść dalej i nie zastanawiać się, co by było… Może nasze życie czasem nie oferuje nam rozwiązań. Może tajemnicą jest ich poszukiwanie? Może lepiej nieprzyzwoicie przystawać na chwilę w biegu i nie sprawdzać wyników. Za którymś razem w końcu przecież nam się uda.
Układam karty, ale już nie patrzę na procenty. Nie wychodzi mi, nie wciskam restartu tylko New. Nie chcę zastanawiać się czy byłoby inaczej, gdybym zamiast tej siódemki kier wybrała tamtą karo. Trudno wybrałam tę, wtedy wydawała mi się najlepszym rozwiązaniem. Nie była? Trudno. Może następnym razem wybiorę lepiej.
AS

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz