Bez okrycia

Za dwa tygonie odbędzie się premiera mojej nowej książki "Bez okrycia".  Osobom, którym spodobała się książka "Słowa do użytku wewnętrznego", być może spodoba się również i ta. Zbiór dwujęzycznych felietonów pisanych "później". To już nie pierwsze lata emigracji, to spojrzenie osoby, która w Holandii mieszka od dawna. 
Poniżej przedstawiam tytułowy tekst:

Stań przed lustrem i spójrz na siebie! Powiedz sobie coś miłego, a najlepiej zakrzyknij! Przekonaj swoje odbicie, że wszystko może i zniknij pod kolejnym okryciem z akcentem, który ci nie całkiem pasuje. Z głosem, który nie należy do ciebie.

Chowamy się pod różnymi warstwami, przykryci, zamaskowani.  Powtarzamy słowa, których znaczeń nie rozumiemy. Absurdalny monolog, którego nikt nie słucha. Trochę niczym „później”, a zatem „nigdy”.

Czasem nic nie trzeba mówić, aby wszystko zmienić, a czasem każde kolejne słowo to za dużo. Wtedy okrycie maskuje prawdę, niczym skóra ukrywa krew.  Ona tam jest, ale nikt jej nie widzi. Czasem ktoś się zrani, ale dobry opatrunek ukryje wszystko. Potem kolejna warstwa, kolejne okrycie i nic do końca nie jest już jasne. Trzeba by otworzyć już zagojone rany, by móc wyraźniej odczuwać.

Osobiste twarze ukryte pod anonimowymi maskami, byle tylko nikt nic nie mówił, byle pozostać poza zasięgiem cudzych myśli. Czasem wybieramy okrycie byle jakie; tylko po to by się schować. Sprawdzona bylejakość pozostaje. Potem już za każdym razem z pewnością siebie pozwalamy tej łataninie wyjść na ulicę pomiędzy innych, też szczelnie okrytych. Ich zamiary są niepewne, dlatego lepiej się okrywać. Dorzucamy tematów do rozmów, aby wyglądać inteligentnie i grubą kreską wykreślamy słowa „nie wiem” ze wszystkich słowników. Tylko czasem pragniemy wyjść na zewnątrz, choć raz bez okrycia. Na zewnątrz siebie. Bez poprawek, bez makijażu.

Nagość zawsze była czymś, czego pokazywać się nie powinno. Nagość ciała, a szczególnie duszy. Widać wtedy wszystkie niedoskonałości, a niedoskonałości się nie pokazuje, choć nikt nie wie, czym jest ich przeciwieństwo. Nagości należy się wstydzić. Chowamy samych siebie pod okryciem, im mniej naturalnym tym lepiej. Od pierwszego dnia okrywamy się coraz bardziej. Na początku robią to za nas inni. Nakładają śpioszki, kocyki i starannie utkane prawdy. Lubimy je, bo pod nimi tak cieplutko. Przykrywani kolejnymi warstwami, czasem nie możemy nawet głębiej odetchnąć. Giniemy gdzieś pod stertą i zapominamy kim właściwie jesteśmy.  Z ciekawości zaglądamy pod sukienki i za zasłony, a potem zamykamy oczy. Dla bezpieczeństwa.  Zawsze. Bo w nagości jest prawda i jeszcze ktoś mógłby zobaczyć naszą. Wtedy już nic nie będziemy mogli ukryć. Znów chowamy się za szmatkami, warstwami, farbami, których mamy coraz więcej. Niekiedy jest ich tak wiele, że uniemożliwiają kolejny krok. Jeszcze niczego nie zdejmujemy, a już nakładamy drugie. Często nasze ciała są tak głęboko schowane, że już nie pamiętamy, jak wyglądały przedtem. Są chwile, gdy mamy nawet ochotę wszystko zrzucić i być sobą, tak całkiem pierwotnie, niczym na początku. Ale nie można, bo co sąsiedzi powiedzą, a co gorsze, co powiedzą ci, których w ogóle nie znamy.
Rysunek: Ewa Kieńko Gawlik

Komu potrzebna prawda, jeśli są kolorowe wstążki? Kamuflaż, aby ukryć siebie przed sobą. Przykryci strachem i przekonaniami innych, , którzy wiedzą jak powinniśmy mówić, co robić i jak wyglądać. W chwilach buntu, w zrywach oryginalności nakrywamy się jeszcze szczelniej i zakrywamy to, co już było zakryte. A  może to strach, że gdy zdejmiemy te wszystkie okrycia, nie znajdzie się już nic, co byłoby nasze?

A tych nieokrytych lepiej omijać z daleka, nie spoglądać nawet ukradkiem, bo możemy zobaczyć za dużo. Błyski tego, kim też moglibyśmy być, ale nie jesteśmy. Spoglądamy w inną stronę i już się nie znamy.

Chcę wyjść przed siebie bez okrycia. Bez okrycia – czyli zawierając najistotniejszą treść, bez dodatków i upiększeń. Wybieram papier, pióro i słowa.


Książki można zamówić bezpośrednio w PNKV-boekenservice przez wysłanie maila na adres:  boekenservice@pnkv.nl


Komentarze

  1. Jaki ładny tekst. I Prawdziwy. Ja wybrałam płótno i farby. By chociaż trochę pokazać mnie "nagą". Ale tu, w Holandii, i tak często muszę się tłumaczyć z tego co maluję. I taka nagość widziana jest niechętnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję i serdecznie pozdrawiam. Niestety tak czasem jest, że z tego co tworzymy musimy się tłumaczyć. A jeśli chodzi o nagość, to chyba wszędzie widziana jest niechętnie, ludzie nie wiedzą, co mają z nią począć i najwygodniej im jest ją przykryć.

      Usuń
  2. Wybieram słowo, ponieważ odkrywam siebie, chociaż założyłam, że to sfera prywatna, której pokazać nie można. Sama się sobie dziwię, że pokonałam opory i zaczęłam pisać.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdrawiam bardzo serdecznie i życzę wszystkiego dobrego.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Wakacje w Polsce to takie mini powroty

Największy pchli targ w Europie!