piątek, 17 kwietnia 2015

Przedmioty jak zdjęcia



Pochylona nad naszą zmywarką poczułam jej ciepły oddech na twarzy. Otuliła mnie zapachem czystości i wymazanych śladów przeszłych posiłków. Jaka szkoda, że nie wszystko można z taką łatwością wyczyścić. Dla przykładu: zmywarka do wspomnień? Program podstawowy na przykre słowa, BIO idealny do trudnych sytuacji, intensywny wymazałby ze wspomnień niektórych ludzi. 

Nadszedł codzienny czas zmiany, czyste naczynia na półki i do szuflad a brudne trafiają na ich miejsce do zmywarki. Najpierw łyżki, potem widelce, noże itd. Przedmioty zwykłe, codzienne, towarzysze, milczący świadkowie naszych wspólnych chwil. Te całkiem stare i już nie do kompletu oraz nowe, które dopiero zaczynamy gubić.

Mieliśmy kogoś na widelcu, czasem nóż się w kieszeni otworzył, ale chyba nikogo nie chcieliśmy utopić w łyżce wody.  

Wartość słów, jak długo czasem trwają a potem umykają i już ich nie ma... Już chyba o tym pisałam... Widelce wiedzą, pamiętaj, bo były przy obiedzie, gdy się wszyscy spotaliśmy. Teraz kubki i szklanki, herbaty, kawy i mleka czekoladowe. Zaparzanie, zalewanie, picie, a teraz ta zmiana, a potem znów od nowa... 

Bardzo dobrze, ciepło i aromatycznie. Wiatr pomiędzy nami, odległości i smaki. No i dziwne pytania, bo wtedy najlepsza na nie pora. Jak wygląda cień z drugiej strony?  Jak to się robi zasypinie? Dlaczego tamci się kochali a teraz już nie?  

Wokół mnie pusty dom i muzyka w tle a moje myśli plątają się już sama nie wiem gdzie. 

No i najniższa półka - talerze i miseczki. Jest ktoś a kogoś nie ma. Nie ma a jest - obecność osób w tych przedmiotach. Talerze odkładam na półkę i ręka zatrzymuje się w tym niedokończonym geście. Mówią, że rzeczy nie są ważne. To nieprawda, rzeczy  przypominają zdjęcia, ukryte są w nich wspomnienia. Przechowują je dla nas, gdy my na chwilę zapominamy. Każda przekazuje jakąś wiadomość, wystarczy na chwilę się zatrzymać i posłuchać. 

Przyglądam się wzorowi na brzegu płaskiego naczynia i usiłuję przypomnieć sobie chwilę, gdy je kupiłam. To było... to było... rok, dwa, dziesięć i jeszcze więcej. To było tak dawno? To aż tyle? Już wiem! To była pierwsza rzecz, którą kupiłam do naszego wspólnego domu. Dawno temu w Polsce, w Wałbrzychu. Oczywiście, że tam! Wtedy można było jeszcze wybierać między fabrykami porcelany. A ta z Wałbrzycha była piękna. Wzór wyblakł po setkach obiadów, pewnie nawet gdyby zniknął całkiem, wiedziałabym, co przedstawiał. 

Patrzę na niewielki stosik talerzy na półce i widzę tylko trzy. Rozglądam się, ale innych już nie znajduję, a na początku było ich dwanaście. 

Gdzie tamte się podziały? Dlaczego ich już nie ma? Gdzie minęły? 

Pamiętam... jeden został w szkole dzieci pod ciastem urodzinowym i już nie wrócił. Może nadal go używają? Jeszcze ten na Uniwersytecie w Amsterdamie, na Wigilii dawno temu, było cudownie, ale już tam nie będzie ani go, ani mnie... a może jednak. I jeszcze tamten, co spadł w gniewie i ten, co się skończył przez przypadek. Talerze, na których kładło się obiady zwykłe, te specjalne, urodzinowe i świąteczne. Gościło się i zanosiło wypieki rodzinie. Nielatające a jakby trochę nie z tego świata, bo jak mogły tyle na sobie pomieścić? Na stole prawie zawsze, a czasem na kolanach na kanapie. Pełne po brzegi a czasem pustawe. Talerze z "pycha" i z "fuj, ja tego jeść nie będę". Już planuję, że kupię nowe, gdy pojadę do Polski, znów będę specjalne a na razie muszą wystarczyć te z IKEI, one też potrafią zbierać wspomnienia. Tutaj mam to wszystko, jak na talerzu.   

Ileż niezwykłości jest w całkiem zwykłych czynnościach!
AS

1 komentarz:

  1. Wlaśnie zobaczyłam, Agnieszko, że jeden z talerzy , ten z niebieskimi kwadracikami na brzegu, mam u siebie w domu. Natykałam się czasem na niego i myślałam, czyj jest i komu go brakuje. Teraz już wiem, że kiedyś przywiozłam na nim słodki kawałek Waszego domu. Rzeczy mogą też przewozić wspomnienia… Tymczasowa posiadaczka talerza z Egmondu

    OdpowiedzUsuń