Każdy tak ma…


Kilka minut na makijaż, przeczeszę włosy i lecimy do szkoły. Nagle złośliwie i zdradziecko w lustrze na czubku mojej głowy zobaczyłam siwe włosy. O nie! Czyli muszę jeszcze umówić z fryzjerem. Te tygodnie tak szybko mijają, i tylko lustro przypomina, że trzeba znów zafarbować upływający we włosach czas. Moja fryzjerka to sympatyczna osoba, choć ostatnio nie bardzo się zgadzamy, co do tego, co ja chcę mieć na głowie. Ja chcę odmiany, ona głosuje za tym co jest.
Fryzjer to wyjątkowy zawód. Nie chodzi mi o rodzaj wykonywanej procesji, ale stosunek, jaki mają do ludzi… a może ludzie do nich? Fryzjer, taksówkarz, gość za barem; to bardzo specyficzne zawody. Nie tylko układają włosy, pomagają w przemieszczaniu się z miejsca na miejsce, lub podają płyny, które zaburzają jasność myślenia uwalniając od trosk, są również niczym przyjaciele na tę jedną chwilę. Przyjaciele i psycholodzy… psychoterapeuci, nie oceniają, bo im nie zależy. Dlatego często udzielają najlepszych i najcenniejszych, a czasem i najszczerszych rad. Z fryzjerką dyskutujemy na różne tematy, choć ostatnio wachlarz naszych rozmów ogranicza się do rodziny i dzieci. Siedząc ze śmierdzącą farbą na głowie jakoś nie bardzo chce się dyskutować na temat teorii filozoficznych, czy choćby ostatnio przeczytanych książek.
Jesteśmy w tym samym wieku i nasze dzieci chodzą razem do szkoły. Rozmawiamy o wszystkim i o niczym w tym zakrojonym do całego świata obszarze; zależy od dnia i nastroju. Dziś rozmawiałyśmy, no właściwie narzekaliśmy, na temat bycia przepracowaną mamą. Ta rozmowa dała nam wiele, bo nagle odkryłyśmy coś ważnego.
W pewnym momencie moja znajoma zaczęła wzdychać do zbliżających się wakacji. Czasem ja zamieniam się w jej psychoterapeutę. Wspomniała, że jest już tak zmęczona, że nie może się doczekać kilu wolnych dni, choć doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że wolne dni nigdy nie są takie do końca. To jedna z tajemnic bycia rodzicem, coś takiego jak wolny dzień nie istnieje. Jeśli faktycznie się zdarzy jest to tak dziwne, że niepokój wypływający z tej dziwności i tak nie pozwoli się z relaksować. Nie ma wolnego, gdy ma się dzieci! Wakacje dla rodzica to zwolnienie z części obowiązków i to jest już super. A zatem moja fryzjerka tęskni do częściowego wolnego. Nieśmiało wspomniała, że ostatnio miała już wszystkiego dość i wydawało jej się, że już nie da rady. Nie poruszy się i tak już zostanie.
- Wiem, co masz na myśli. Powiedziałam a ona się uśmiechnęła.
- Też tak masz? Zapytała z niedowierzaniem. Zaczęłyśmy opowiadać, o tym jak się czasem czujemy. Najgorsze jest to, że wydaje nam się, że wszyscy dookoła sobie radzą, tylko my nie. Przecież inni mają znacznie gorzej, bo nam tak naprawdę wcale nie jest źle. Ci inni radzą sobie o wiele lepiej niż my. My, takie sierotki, siedzimy i użalamy się nad sobą, podczas gdy inne mamy niczym kobiety z komunistycznych plakatów z uniesionymi ramionami prą do przodu. A my…
To tylko ja sobie nie radzę, to tylko mnie jest ciężko a każda inna potrafi o wiele lepiej, zgrabniej i jeszcze ma czas na aerobik i ma posprzątany dom i wypielony ogródek, i…, i…. i…. a poza tym pracuje na cały etat i ma czwórkę dzieci...
Idąc główną ulicą od placu Dam w Amsterdamie do dworca centralnego, można spotkać różnego rodzaju przebierańców. Czasem stoją bez ruchu, a czasem poruszają się strasząc tym dzieci. W ubiegłym tygodniu szłam tamtędy i spotkałam śmierć. Zadzwoniła na mnie małym złotym dzwoneczkiem przyprawiając mnie o gęsią skórkę. Potem spotkałam podstarzałego, brzuchatego Spidermana, tak trochę żałośnie śmiesznego . Trochę dalej stał on. Stał tam i był metaforą umęczania się i użalania nad sobą każdej mamy. On był tą „inna mamą”. Stał tam, miał może 17 lat, w koszulce i dżinsach, wyglądał całkiem przeciętnie. W jednej ręce żonglował dwoma piłeczkami, tu już kończyła się jego przeciętność. Jakby tego było mało, drugą ręką układał kostkę Rubika. Patrzyłam na niego i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Piłeczki frunęły w powietrze, raz jedna, raz druga, a kolory na ściankach koski zaczęły się coraz bardziej ujednolicać. Przecież to jest fizycznie nie możliwe! Poszłam na pociąg, miałam go dość.
Dziś, gdy rozmawiałyśmy a farba pokrywała moje siwe włosy, przypomniał mi się ten chłopak, to uosobienie innych mam.
- Czasem czuję dokładnie to samo. Powiedziałam
- Myślałam, że tylko ja tak mam. Odpowiedziała fryzjerka sprawdzając, czy na mojej głowie wszystko OK. Na niej może było, ale w środku kotłowały się myśli. A jeśli każda mama tak ma? Może ktoś patrzy na mnie i myśli, że ja sobie daję radę a ona właśnie nie? W końce mieszkam w innym kraju, mam dwoje dzieci w wieku bardzo bojowo nastawionym do wszystkiego, co się rusza a do tego, co nazywa się „mama” najbardziej. Studiuję, pracuję, sprzątam, uczę się, gotuję, prasuję (od czasu do czas), ogródek też pielę (ale tylko jak jest ciepło i mam natchnienie) i robię jeszcze wiele innych rzeczy. Nagle odkryłam, że ja w jednej ręce mam o wiele więcej piłek, że ja mam o wiele więcej rąk. Każda mama tak ma, a że czasem na chwilę piłki pospadają, ręce się pomylą i zabraknie tchu to nic, każdy tak ma! Zbieramy te piłki i zaczynamy od nowa, w nadziei, że nikt nie widział.
AS

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Następny do golenia

Obywatel świata

Jak to powiedzieć?