sobota, 30 lipca 2011

Codzienne zdziwienie


Lubię przyglądać się naszym dzieciom. Z jednej strony można tak wiele się od nich nauczyć, a z drugiej tak wyraźnie widać jak zbudowany jest nasz świat. Sprawy już tak całkiem zwykłe dla nas, dla nich są jeszcze całkiem obce, zaskakujące i czasem niezrozumiałe.
Dzieci nie potrafią jeszcze udawać, że zapiekanka jest smaczna, tylko z pełną szczerości buzią wyplują ją na talerz. Dorosły już nie potrafi. Ileż dorosły musi przełknąć!
Dzieci są takie ufne. Bez chwili zwątpienia wierzą, że będzie dobrze, bo inaczej być przecież nie może. Szczęśliwe zakończenia są zawsze i na zawsze. Zawsze jest dobrze, nawet gdy na chwilę jest źle, to nic, zaraz za moment wszystko się zmieni. Złe zakończenia nie istnieją.
Dzieci są tak zdziwione, że kurczak i jajecznica ten sam początek mają. Przecież to nie możliwe, że frytka i chips pochodzą z ziemniaka.
A gdzie są umarli, to gwiazdy, przecież to takie proste. Patrzą na nas z nieba. A w dzień, gdy gwiazd nie widać, przechadzają się po chmurach. Nawet ci grubi, bo tam wszystko jest lekkie. A anioł przychodzi nawet wtedy, gdy się go o to nie prosi.
Jak daleko się już jest od tych chwil? Z każdym spojrzeniem na zegarek, z każdym zmartwieniem w portfelu, jest się krok dalej od tej wiary, szczerości i zaufania.
Czy dorastając uczymy się, a może właśnie coś tracimy?
AS

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz