Mój Amsterdam



Dla http://www.lejdizmagazine.com/

O czym nadmienić w artykule o Amsterdamie, jeśli to miasto, to tak wiele? To spacery, bary i kawiarenki, to nocne życie, kanały, sklepy i targi, to muzea, muzea i jeszcze raz muzea. To parki, uniwersytety, ogród zoologiczny, kościoły, święty Mikołaj (patron miasta) i architektura. To uliczki, prostytutki i marihuana, to tramwaje, uliczni artyści, księgarnie i rowery. To oczywiście Rembrandt i Van Gogh. To ser, drewniaki i tulipany. Co wybrać, o czym wspomnieć?
Znacie piosenkę Jacquesa Brela pt. „Amsterdam” w wykonaniu Katarzyny Groniec? Może zacznę właśnie od tego?


Jest port, wielki jak świat, co się zwie Amsterdam 
Marynarze od lat pieśni swe nucą tam.
Jest jak świat wielki port, marynarze w nim śpią. 
Jak daleki śpi fiord nim szum fal zbudzi go.

Amsterdam jest stolicą Królestwa Niderlandów,  dość nietypową na tle innych stolic Europy. Nie ma w niej żadnych ważnych instytucji państwowych. Brak tu ambasad, nie ma siedziby parlamentu i nie mieszka tutaj królowa. To wszystko można znaleźć w Hadze. W stolicy mieszka za to historia.  
Jak dostać się do Amsterdamu będąc już w Holandii? Najlepszym środkiem transportu jest pociąg. Można oczywiście pojechać samochodem, ale nieprzywykły do tego miejsca kierowca, prawdopodobnie się wystraszy. Najpierw ruchu ulicznego a później opłaty parkingowej. W ciągu  godziny z każdego miasta odchodzi w kierunku stolicy przynajmniej kilka pociągów.
                W Holandii z transportu kolejowego korzysta się podobnie jak w Polsce z autobusów. To trochę dziwne, bo zmieniając środek transportu, musiałam też całkowicie zmienić (dla mnie uwspółcześnić) uczucia z nim związane. Gdy mieszkałam w Polsce, podróż pociągiem kojarzyła mi się z wakacjami, z wypoczynkiem, z czasem spędzonym wśród rodziny. Tutaj pociąg to codzienny sposób przemieszczania się. Do pracy, do szkoły czy, jak w moim przypadku, na uniwersytet. Wiele osób korzysta z tego środka transportu. W godzinach, gdy na autostradach tworzą się gigantyczne korki, również pociągi wypełniają się po brzegi ludźmi – Holandia zaczyna się przemieszczać.

Marynarze od lat złażą tam ze swych łajb 
Obrus wielki jak świat czeka ich w każdej z knajp 
Obnażają swe kły chcące wgryźć się w tę noc 
W białe podbrzusza ryb, w tłusty księżyc i w los 

 O Amsterdamie można pisać bez końca. Każda ulica, każdy budek ma swą historię. Miesza się ona ze sztuką i razem są widoczne na każdym kroku; stare kamieniczki, kościoły, pomniki. To właśnie tutaj powstał prawdopodobnie najczęściej czytany pamiętnik, zapisany ręką Anny Frank. Kryjówkę dziewczynki można odwiedzić i na chwilę zadumać się nad tragicznymi losami Żydów w czasie II Wojny Światowej.
Amsterdam gościowi pokazuje również swoje drugie oblicze. Coffeeshopy zapachem marihuany same odnajdują odwiedzającego. Rozebrane kobiety w oknach z czerwonymi latarenkami, machają zachęcająco w stronę męskich przechodniów, spojrzeniem obiecując niezapomniane chwile.

Jest port, wielki jak świat, co się zwie Amsterdam 
Marynarze od lat zdrowie pań piją tam 
Pań tych zdrowie co noc, piją grudzień czy maj 
Które za złota trzos otwierają im raj. 

                Mimo, że jest to największe miasto w Holandii bardzo trudno jest się w nim zgubić. Od strony Dworca Centralnego na południe rozchodzą się koncentrycznie kanały i uliczki. Będąc w stolicy koniecznie trzeba przepłynąć się jednym ze stateczków z przeszklonym dachem i posłuchać opowieści o mieście. Dzięki tej wyprawie można się dowiedzieć, że dworzec zbudowany jest na trzech stworzonych przez człowieka wyspach i w sumie stoi na kilku tysiącach pali. Można usłyszeć, że w starej części Amsterdamu nie ma dwóch identycznych budynków i jeszcze wiele więcej. To dobry początek. Później można przejść się uliczkami. Plan miasta przypomina rozłożony wachlarz.  
Amsterdam zawsze jest zastawiony rowerami. Czasem, aby przejść obok jakiegoś budynku, trzeba zejść na ulicę, bo tak wiele rowerów stoi na chodniku. Wtedy człowiek naraża się na czołowe zderzenie z jednym z poruszających się dwukołowców. Tutaj rower to stały element krajobrazu, czy to ustawiony przed budynkiem, czy w ruchu, czy też zatopiony w jednym ze stu sześćdziesięciu kanałów. Rower jest widoczny wszędzie.
Stolica Holandii to bardzo specyficzne i wyjątkowe miasto. Tutaj chyba każdy jest przyjezdnym, ale i każdy jest tutejszym. Nie można być w tym mieście i nie poczuć z nim jakiejś więzi. To, co piszą o nim, to wszystko prawda i jeszcze wiele więcej. Wydaje mi się, że niezwykłość Amsterdamu polega też na tym, że to miejsce przyjmuje wszystkich i nie wymaga od nich zmian. Wystarczy przystanąć na jednej z ulic i spojrzeć na stojące przy niej budynki. Wiele z nich lekko się pochyla – wyglądają, jakby prowadziły ze sobą cichą rozmowę. Przyglądając się im, można zauważyć, że faktycznie każdy jest inny. Stoją bardzo blisko, przytulając się do siebie. Przypominają podróżnych z różnych stron świata, którzy akurat w tym miejscu zatrzymali się i postanowili pozostać. Dla mnie to miasto jest symbolem tolerancji i miejsca dla każdego, bez względu na nastrój, wykształcenie, zainteresowanie i światopogląd. Jestem przekonana, że każdy znajdzie w nim coś dla siebie. Co ja znalazłam?
Kiedyś bałam się tam jeździć, przerażała mnie ta różnorodność i poczucie chaosu na ulicach. Teraz właśnie to mnie przyciąga. Znalazłam tam odwagę, by być, by robić to, co chcę – dla siebie i dla najbliższych. Amsterdam przyjął mnie jak „swego” i chyba to mnie w nim zauroczyło, ta akceptacja całości. Pierwsze przyjazne uczucie do tego miasta rozbudziły we mnie książki Simona de Waal. Kryminały tego holenderskiego autora prowadziły mnie po zakamarkach stolicy, a ja podążałam za nimi. Wyśmienicie bawiłam się szukając miejsc zbrodni. Kanałów w których znajdowane były zwłoki na stronach książek. Później, w wyprawie ze Zbigniewem Herbertem, odkryłam jeszcze inny Amsterdam. Amsterdam malowany słowem polskiego poety i pędzlem holenderskich malarzy – cudowna mieszanka. W ten sposób to miasto stało się także częścią mojego życia.

Potem buch kogoś w łeb, aż na dwoje mu pękł 
Bo wybrzydzał się kiep na harmonii mdły jęk 
Akordeon też już wydał ostatni dech 
I znów obrus, tłuszcz, czkawka i śmiech 

AS

Komentarze

  1. Teraz napisałabyś, że nie mieszka tu król :)

    Bardzo ładny tekst! Przeczytałem z wielką przyjemnością :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Następny do golenia

Obywatel świata

Jak to powiedzieć?