Na rozstaju dróg...


Rozchodzą się drogi, zapachy i ludzie. Robią tak, bo to leży w ich naturze, lub bo nie mogą już nawet dnia więcej.

W sklepie spotkałam Vincenta. Jego córka i mój syn chodzili razem do przedszkola. Całkiem przypadkowo w przejściu między warzywami i mięsem spotkał nas czas wspomnień. Ileż to już lat? Sześć… przecież to nie możliwe! A jednak. Przez chwilę wzdychamy nad uchodzącym czasem.

Co u ciebie? A u ciebie? A u Was? Wiesz, że już nie jesteśmy razem. Mówi i między nami zalega jedna z tych niezręcznych cisz. Taka, którą trzeba przerwać, ale do końca nie wiadomo jak. Tylko spojrzenia niepewnie wędrują po posadzce. Już dłużej nie mogłem, wyznaje, a ja nie chcę pytać czego.
Pytam za to o jego córki, bo koleżanka z przedszkola mojego syna ma jeszcze dwie młodsze siostry. Już się przyzwyczaiły, mówi. Zastanawiam się, co to tak naprawdę znaczy.

O ilu ważnych sprawach mówi się między pomidorami a kurczakiem. Proza życia.

Kolejna para przeszła przemianę z „razem na zawsze” w „oddzielnie od teraz”. Dni już niezwiązane planami, miłością ani obrączką, tylko żalem i dziwnym poczuciem winy. Ludzie odchodzą zadając cios temu, co ubrane w marzenia, w welon i w kwiaty w butonierce.

A może tylko nieliczni dostępują tego, co w baśniach? Żyli długo i szczęśliwie niedane jest każdemu. Może miłość przychodzi i odchodzi. Może ludzie próbują i się nie udaje, tak boleśnie prozaicznie, całkiem tak po prostu. Być może nie może się udać, bo to nie to, to coś całkiem innego. Czasem świadomość tego dociera szybko, czasami jednak wie się o tym dopiero po jakimś czasie, często odliczonym w małych krokach dzieci.

To przecież tak boleśnie nielogiczne; na zawsze a tak wyraźnie ograniczone. Najpierw na zawsze od pierwszego spojrzenia do teraz, teraz koniec też na zawsze.

Na zawsze tylko do łez, do rozejścia się dróg. Niemożliwe do wczoraj dziś już tak bardzo realne.

Zostają zdjęcia niczym nagrane wspomnienia miejsc i czasów, których już nie ma. Ludzi, którzy odeszli, bo zdrada czasem gorsza od śmierci. Dalej zabiera człowieka.

Tata i ta druga. Mama i jakiś on… lub może nie. Może tylko cisza i nic więcej. Wszystko się dzieli i rozdrabnia, i odchodzi coraz dalej od tego, co było. Tyle dziecięcych łez kosztują te odejścia, tyle najcichszych słów, tych z których zbudowane są sny. Serca dzieci pękają niemo, niesłyszane łzy jeszcze cichsze od ich szeptów.

Koniec, po którym następuje ciąg dalszy. Jak to wytłumaczyć? Dzieci jeszcze mają nadzieję, że będzie lepiej. Mają nadzieję, że mama przestanie płakać, że tata dotrzyma słowa i ucałuje na dobranoc. Dzieci widzą, dzieci rozumieją, ponieważ dzieci tracą najwięcej. Muszą zbudować świat od nowa. Robią to rączkami, które powinny budować zamki z piasku, z klocków, z marzeń. Rodzice dla spokoju ducha przekonują siebie, że pięciolatek nie rozumie, że siedmiolatek nie wie, że dziewięciolatek sobie poradzi. Kolejne dziecko przeżywa kolejny koniec świata. Od dnia, w którym rodzice podzielili się między sobą na obcych ludzi.

Są tacy, którzy odchodzą, bo to teraz już tak znane. Czas na coś innego. To ci, którzy uciekają od codzienności niczym tchórze. Początek, który wcale nie jest obietnica poprawy. Dobry duszek, podpowiada, by odejść, ale to zasadzka złośliwych wiedźm, za którymi ukryta jest głębia smutku i samotności.

Co pozostaje?
Nic?
Nie! Pozostaje bardzo wiele. Pozostają niewypowiedziane słowa, tych co zostają. Tych, którzy sami jeszcze nie do końca potrafią opowiedzieć jak bardzo boli. Dzieci, które już nie wierzą, że mama i tata to jednak jeden dom, bo teraz wszystko się dzieli. Rok podzielony nie na miesiące, a na dni, te spędzone u mamy i te u taty. Podzielone wakacje, urodziny tu i za chwilę tam. Dwa torty, dwa prezenty i jedna rozpacz dziecięca tak maleńka, że zasłania księżyc.
AS


Komentarze

  1. a czas płynie, tylko kiedy wyleczy rany?

    Powiedziałaś, że przyzwyczaja do bólu - teraz to nie tylko rozumiem,
    teraz to czuję...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Następny do golenia

A co jeśli koń to żaba?

Obywatel świata