Na kawę z Panem Cogito cz.2



O dwu nogach Pana Cogito

Pan jest emigrantem. Widzi pan, ja też. Choć inaczej niż pan, ja tak bardziej z własnej woli i w innym czasie. Wyjechaliśmy z tego samego kraju a mimo to z dwóch całkiem różnych miejsc. Czas, który dzieli nasze wyjazdy zmienił punkt wyjścia. Pan uciekał, ja chyba też, pan przed innymi a ja trochę bardziej przed samą sobą. Jak sobie pan radzi z tym byciem "tu" i nie byciem "tam", gdzie kiedyś był pana dom? Czy zmienił on miejsce, czy jest pan bardziej tu czy może jednak tam? Może nie ma pana już nigdzie tylko już we wspomnieniach i tych słowach. Porusza się pan między tymi dwoma światami, które nie tylko geograficznie ale i w wymiarze czasu są gdzie indziej. Jak może… jak potrafi iść pan przed siebie? Przepraszam, ja tyle pytam, ale chyba w sama w tych pytaniach szukam odpowiedzi. Chyba zadając je panu zadaję je sobie sama.

Lewa noga normalna
rzekłbyś optymistyczna
trochę przykrótka
chłopięca
w uśmiechach mięśni
z dobrze modelowaną łydką


To tak jakby chodziło się na dwóch różnych nogach. Nikt nie ma dwóch jednakowych "nóg", ale nie każdy zdaje sobie z tego sprawę. Zawsze można dopatrzeć się różnic. Jednak gdy się jest i "tu", i "tam" po trochu, ma się bardzo wyraźnie zaznaczone te różnice. Rozumiem… choć to czasem trochę niebezpieczne stwierdzenie, bo być może to jest tylko to, co ja czuję i tak naprawdę nic nie rozumiem. Może ja nie wiem, co ma pan na myśli. Czasem wydaje mi się, że gdy analizuje się wiersze nie powinno się pytać co autor miał na myśli. To tak strasznie pachnie szkołą podstawową. Powinno się pytać, co czuł poeta. To dopiero jest wyzwanie!
Poeci to dopiero mają dwie różne nogi. Dwie różne natury, które ze sobą walczą i żyją obok siebie i w sobie. Jedna natura przypomina dzieciństwo, tak było kiedyś, wtedy gdy się zawsze wierzyło, że jutro będzie lepiej. Gdy było się dzieckiem i jeszcze całkiem młodym człowiekiem… A może się mylę… bo przecież dzieciństwo i młodość kiedyś się kończą a tutaj nic się nie kończy. Tak przecież jest, metryka oszukuje nas, przekonując, że już jesteśmy dorośli, że to dziecko z "kiedyś" już nie istnieje, ale ono pozostaje w nas na zawsze. Potrafimy w sobie zachować trochę tego optymizmu z "kiedyś" i czasem, jak tak pięknie świeci słońce, właśnie ta część nas samych bierze górę i znów czujemy to co wtedy.
Jest jeszcze inna część natury człowieka. Jest jeszcze ta druga noga…

prawa
pożal się Boże -
chuda
z dwiema bliznami
jedną wzdłuż ścięgna Achillesa
drugą owalną
bladoróżową
sromotną pamiątką ucieczki


Czy to oznacza, że został pan pokonany? Tak jak Achilles, ale musi pan żyć nadal. On trafiony mógł umrzeć, jego słabość była ostatnią chwilą w jego życiu. Pan jednak musi nadal żyć, nawet będąc trafionym w to miejsce. Jednak, czy to właśnie nie czyni pana jeszcze większym herosem. Przecież, gdy żyje się po otrzymaniu ostatecznego ciosu, to dopiero jest oznaka siły. A może przemawia przeze mnie naiwność, bo gdy żyje się po ostatecznym ciosie, to być może już tylko egzystencja a nie życie.
Gdy się jest młodym, wydaje się, że można pokonać wszystko. Nic nas nie zdoła powstrzymać! Straszny jest ten dzień, gdy odkrywa się, że jednak są słabości nie do pokonania… Wcale nie - tych, których się nie jest w stanie w tym momencie pokonać. Zresztą, wtedy też do końca nie wiadomo, czego warto bać się a czego bać się wcale nie trzeba. Znów moja naiwność?
Bo widzi pan, ja czasem przystaję, aby na chwile unieść prawą nogę i udawać, że jej nie ma, przez tę chwilę chcę wierzyć, że nie ma blizn. Pan pewnie myśli, że tak nie można, że to trochę nieodpowiedzialne. Pan wie, że długo nie da się stać na jednej nodze.
A ta druga pańska blizna, ta owalna, to ucieczka. Przed czym pan uciekł? Nie chce pan mówić. Pozostała blizna, dowód na to, że w jakimś sensie nadal się ucieka. Wstydzi się pan tego, bo to dowód strachu? Przecież każdy czasem się boi. A może była to heroiczna akcja, choć heroiczne ratuje się życie innych, nie swoje.
Blizny to atrybut żołnierza, rycerza. Czasem jednak, aby uciec, trzeba wykazać się większą odwagą niż gdy się pozostaje. Może to być jedyny przejaw akcji, dowód sprzeciwu. Każdy przed czymś ucieka. Może to nie wojna, ani ustrój polityczny, a może to niespełnione pragnienia albo nieudany związek, może to sytuacja ekonomiczna a może coś jeszcze całkiem innego.
Myśli pan, że każdy człowiek ma takie dwie nogi, czy to cecha emigranta? Czy jeśli emigranta, to każdy tak czuje, czy tylko część z nas?

lewa
skłonna do podskoków
taneczna
zbyt kochająca życie
żeby się narażać


Ta lekkość to po prostu nie przejmowanie się niczym - lekkoduszność. Pan tego nie lubi, czasem trzeba się narażać. Jednak czasem trzeba, choćby przez moment, zatańczyć.

prawa
szlachetnie sztywna
drwiąca z niebezpieczeństwa


Drwi pan z niebezpieczeństwa, bo już pan wie, czego się bać a czego bać się nie należy, mimo tego te strachy mieszkają gdzieś w panu.
Kim jest pan bardziej? Która noga jest silniejsza. Bo przecież to nie nogi, to coś co mieszka w naszej duszy, w sercu w umyśle. To nierozerwalne połączenie tego wszystkiego by potrafić czuć i myśleć, by potrafić patrzeć na świat w różny sposób.

tak oto
na obu nogach
lewej którą przyrównać można do Sancho Pansa
i prawej
przypominającej błędnego rycerza
idzie
Pan Cogito
przez świat
zataczając się lekko


Obydwie, pan idzie na obu nogach! Obie natury mieszają się w panu. Czasem myślę, że ja też tak trochę się chwieję, ale chyba jeszcze nie nauczyłam się na tych dwóch nogach chodzić. To przyjdzie z czasem. Ja nigdy nie musiałam uciekać przed wojną, czy straszliwym systemem, ale też uciekałam. Nie do końca jestem przekonana, czy te ucieczki zostawiły blizny, czasem może tylko wstyd, że nie było się odważniejszym, że nie zrobiło się czegoś, że nie powiedziało... wstyd to też blizna.
AS

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Następny do golenia

A co jeśli koń to żaba?

Obywatel świata