Czarny pas i baletki


Kilka lat temu w holenderskiej telewizji, bardzo często można było zobaczyć spoty, mówiące o tym, jak przepełniony czas mają tutejsze dzieci. Ciągle biegały na dodatkowe zajęcia, treningi i kursy nie mając czasu na zwykłe dziecięce przyjemności. Postanowiliśmy wtedy, że nasze maluchy, jeśli gdzieś będą uczęszczać po za szkołą, to tylko dlatego, że same chcą a nie, bo my rodzice tak postanowiliśmy. Wyjątkiem miały być lekcje pływania. W kraju kanałów trzeba umieć pływać. Szczególnie, że my tego za dobrze nie umiemy. Przez jakiś czas dzieciaki nie domagały się dodatkowych zajęć. W końcu córcia stwierdziła, że chce iść na lekcje baletu i jazdy konnej. Na balet się zgodziliśmy, ale na konie musi jeszcze poczekać. Syn jakoś nie bardzo chciał się zająć czymś poza pływaniem. Chyba komputer w domu wystarczał mu za wszelkiego rodzaju dodatki. Dopiero krótko przed wakacjami poprosił nas o lekcje judo. Myślał, że dzięki nim będzie taki jak jego komputerowe żółwie ninja. Dla nas jego motywacje były trochę mniej ważne, cieszyliśmy się, że chce wyjść z domu. Na zajęcia te poszedł też jego dobry kolega z klasy, więc pomyślałam, że mu się spodoba, nawet, jeśli w końcu odkryje, że nikt go tam nie będzie uczył skakania po dachach. Poszliśmy tam we trojkę, syn, córcia i ja. Było super, mój mały judoka ganiał po macie (tatami) tam i z powrotem niesamowicie szczęśliwy. Ja siedząc z córcią na ławeczce nauczyłam się kolorów pasów (obi) i w jakiej kolejności się je zdobywa. W pewnym momencie, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, moja dziewczynka zaczęła płakać.
- Co się stało?
- Ja też chcę judo. Wychlipała. Powiedziałam, że przecież ma balet a ona na to, że chce to i to. Zapytałam syna, co myśli o treningach z siostrą. To może być „obciachowe”. Zgodził się. Trener też się zgodził, więc nie było problemu.
Wróciliśmy do domu w super nastrojach. Syn postanowił zdobyć czarny pas. Po chwili zastanowienia córeczka stwierdziła, że ona nie chce czarnego, chce różowy... różowy i błyszczący. Gdy patrzyłam jak opowiadają tacie, co się w ciągu dnia wydarzyło i jakie mają plany zaczęłam się zastanawiać nad wyborem naszej córki. Jaka jest ta moja dziewczynka? Zabawne, ale ona chyba nieświadomie wybrała drogę, jaką teraz powinny wybierać kobiety. Czy oznacza to, że właśnie taka droga jest poprawna? Być może ja z tego wyboru zrobiłam metaforę kobiecego życia, ale chyba coś w tym jest. Kobieta przecież właśnie taka powinna być. Mamy być jak baletnice, ale z siłą judoki. Delikatne i kobiece, ale radzące sobie z przeciwnościami losu ze spokojem. Musimy umieć oczarować lekkością, ale i umieć tak upadać by nie zrobić sobie krzywdy, a zaraz potem podnieść się i podjąć walkę. Należy się ukłonić a potem jednym ciosem wybić przeciwnikowi wszystkie zęby, cały zabieg kończąc pięknym piruetem. Polskie kobiety różnią się od holenderskich. Zastanawiam się na czym polega ta różnica. Chyba na stopniu zmieszania bycia baletnicą i judoką. Choć czasem wydaje mi się, że w Polsce mieszamy balet z całkiem innym sportem, z podnoszeniem ciężarów. Być może moja mała dziewczynka pokaże mi jak to wszystko ze sobą pogodzić. Na razie w szafie ma piękne białe judogo i śliczne różowe baletki.
PS
Trzy miesiące później, moja córka zrezygnowała z judo, został tylko balet. No i co z tymi moimi rozważaniami zrobić? Czy to oznacza, że jednak tych dwóch dziedzin nie można połączyć? Przecież i tak robimy to każdego dnia… staramy się robić…
AS

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Następny do golenia

A co jeśli koń to żaba?

Obywatel świata