Oddech


Cały dzień w biegu, cały dzień tysiące spraw do załatwienia i tysiące do zapamiętania „na potem”. W końcu stwierdzam, na dziś już dość i idę spać. Czasem jednak kładę się jeszcze na chwilę obok śpiącego syna. On cichutko pomrukuje, a ja przytulam się do niego, zamykam oczy i słucham, jak oddycha. Tak bardzo chcę stać się tym oddechem. Chcę być równie jak on spokojna.
Na chwilę wszystko znika.
Zmieniam się w powietrze, unoszę się i wlatuję przez nosek, wpływam w górę do jego głowy. Otulam myśli. Tutaj zostaję chwilę. Chcę, aby te myśli były pozbawione strachu i smutku. Niech młody człowiek jak najdłużej pozostanie taki radosny i beztroski. Płynę w stronę serduszka. Tak cudownie bije, pompuje krew w górę i w dół, ale dla mnie jest dowodem na to, że cuda się zdarzają. To serduszko kiedyś biło we mnie, kiedyś biły we mnie dwa serca. Pierś unosi się i opada.
Płynę dalej, brzuszek, powód tylu zmartwień, czy dostaje się tam wszystko, czego potrzebuje mój chłopiec i czy to, co się dostaje, nie szkodzi? Wszędzie znajduję ogarniający spokój, tak cudownie zaraźliwy. W oddechu chcę usłyszeć odpowiedź na te wszystkie pytania.
Czy dobrze robię? Czy odpowiedziałam dość przejrzyście na wszystkie jego pytania? Może coś przeoczyłam? A może właśnie za bardzo się staram? Może mikroskop, pod który wkładam dzieci, jest moim największym błędem? Może zabieram im całą przestrzeń samodzielności? A jeśli moja troska graniczy już z obsesją? Jednak gdybym naprawdę była taka troskliwa, nie złościłabym się na nie tak często. A jeśli jestem za mało cierpliwa? Może nie powinnam wybuchnąć, nie powinnam podnieść głosu? A może jestem za miękka, może im wolno za wiele? A może zabraniam im zbyt wiele? A jeśli powinnam być chłodniejsza, bardziej zrównoważona? A jeśli… a może… a jeśli…. Torturuję się tymi pytaniami i we wspomnieniach, tego, co się w ciągu dnia wydarzyło, usiłuję doszukać się odpowiedzi, a odpowiedzi nie ma. Nie widzę nawet, że sama przeczę sobie w tych pytaniach.
Wylatuję lekko rozchylonymi ustami i mimo tych wszystkich dręczących pytań, przez chwilę jestem spokojna. Leżę i słucham. On oddycha tak spokojnie. Jest pełen marzeń i jeszcze tylu rzeczy nie zna. Chcę, by marzył długo, zawsze. Wiedza będzie nadchodzić. Teraz jednak chcę, by wiedział, że zawsze, że wszędzie jestem z nim. Chciałabym, aby wiedział, że w chwili, gdy przyszedł na świat, ja stałam się lepsza, że w chwili, gdy narodziła się jego siostra, mój świat stał się lepszy, bardziej zagmatwany, ale zdecydowanie lepszy. Czuję się tak za każdym razem, gdy się do mnie uśmiechną, gdy się wygłupiają, gdy się przytulą, gdy ja się przytulę.
Leżę obok naszego syna. Głaszczę go po jasnych włosach i szepczę do ucha, że bardzo go kocham. On odwraca się na drugi bok i mruczy: – „ja ciebie też”.
AS

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Następny do golenia

A co jeśli koń to żaba?

Obywatel świata