Czy chciałabyś mieć siostrę bliźniaczkę?


Pchałam przed sobą wózek z zakupami. Jeszcze tylko zapłacić za parking, wpakować te dobra i dzieci do auta, i do domu. Obok nas przechodziła pani z niesamowicie zmęczoną twarzą a wokół niej biegły dwie zapłakane dziewczynki. Były śliczne, mimo, że ewidentnie niezadowolone.
- Mamo, mamo, popatrz one są takie same. Krzyknął mój syn. Faktycznie, dziewczynki były identyczne. Aby to podobieństwo podkreślić jeszcze bardziej, mama ubrała je w takie same ciuchy.
- Mama, chciałabyś mieć bliźniaczkę? Zapytał
Wrzuciłam zakupy do bagażnika.
- Czy ja wiem? A ty, chciałbyś mieć takiego samego jak ty braciszka.
- Tak. Padła zdecydowana odpowiedź. Z ciachem w dłoni szybko zapomniał o problemie, ale ja zaczęłam się nad tym zastanawiać. Czy chciałabym mieć bliźniaczkę, czy nie? Rozważałam wszystkie za i przeciw, i nie wiem.
Mieć koło siebie osobę taką jak ja. Osobę, która rozumie mnie zawsze, bez słowa wyjaśnienia. Osobę, która zawsze była, jest i będzie dla mnie, i ja dla niej. Mieć kogoś, kto wie dokładnie, co ja przeżywam i rozumie mnie bez zastrzeżeń. Kogoś, kto jest tak samo pokręcony jak ja. Hmm... Fenomenalny związek, który można spotkać tylko między dwojgiem takich samych ludzi. Fajnie!
Na tym etapie rozważań zaczęło mnie gnębić to „pokręcenie”. Zaczęłam zastanawiać się nad własnymi wadami i przypisywać je innej osobie. Czy potrafiłabym znieść drugą taką marudę jak ja? Osobę nie do końca zorganizowaną i panikującą z byle powodu? A co by było, gdyby ta ona była inteligentniejsza, zgrabniejsza i odnosiła większe sukcesy? To jeszcze gorzej, patrzyłabym na lepsze wydanie samej siebie. Na lepszą wersję mojej osoby. Hmm... Chyba jednak nie.
W tych rozważaniach zapędziłam się bardzo daleko i w końcu stwierdziłam, że najlepszym rozwiązaniem mógłby się okazać własny klon. Zaczęłam marzyć - sprawię sobie klona, który będzie zajmował się domem i wszystkimi pogardzanymi przeze mnie zajęciami, ja natomiast będę mogła czas spędzać z dziećmi, mężem i z książkami. Zostałam jednak momentalnie sprowadzona na ziemię prze gadatliwe sumienie, które zarzuciło mi nieuczciwość. No, bo przecież, ten klon to takie drugie ja, czyli tak jak bym to ja zagoniła samą siebie do roboty i odebrała wszelkie przyjemności. Zrobiło mi się głupio, bo wczułam się w sytuacje klona i zaczęłam głęboko zastanawiać się nad moim planem. Doszłam do wniosku, że jedyne rozwiązanie to sprowadzenie niewolnika z Afryki. No tak, ale to już jest kompletnie niemoralne i ... niezgodne z prawem.
Moje rozważania dobiegły końca. Postanowiłam, że wszystko pozostanie bez zmian. Ja pozostanę jedyną mną, bez bliźniaka, bez klona i bez niewolnika.
AS

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Następny do golenia

Obywatel świata

Jak to powiedzieć?