wtorek, 19 stycznia 2010

Szok


Trzy lata temu rozpoczęłąm studia na Uniwersytecie w Amsterdamie. Pamiętam mój pierwszy dzień na uczelni. To było niesamowite przeżycie, wielki stres, ale i spełnienie marzeń - ja na Uniwersytecie w Amsterdamie. Teraz, jakiś czas później, wiem już, że to był też początek fantastycznej przygody, która, mam nadzieję, jeszcze jakiś czas potrwa. Moje pierwsze zajęcia, to była filozofia. Byłam przejęta, ciekawa i wierzyłam, że sobie poradzę. Pierwszy semestr był dla mnie prawdziwą drogą przez mękę, ale później poczułam sie jak Indiana Johns. Nie poszukiwałam co prawda Arki Przymierza, ale zagłębianie się w tajniki języka, poznawanie historii i teorii literatury - to było to!
Pierwsze zajęcia - grupa nie była liczna, mogłam zapamiętać twarze wszystkich studentów. Pierwsze, na co zwróciłam uwagę, to to, że wszyscy siedzieliśmy w kręgu - ławki nie były ustawione w rzędach. U szczytu, jak król Artur, siedział wykładowca. Człowiek, który o językach słowiańskich wie chyba wszystko. My byliśmy początkującymi rycerzami okrągłego stołu. Ustawienie stołów sprawiało, że nie było się oddzielonym od człowieka, który przyszedł przekazać nam swoją wiedzą.
Wykład trwał już dobre czterdzieści minut, gdy nagle blond studentka siedząca naprzeciw mnie, zburzyła moją romantyczną wizję króla Artura i rycerzy okrągłego stołu, wyjmując z torby drugie śniadanie. Zaczęła je rozpakowywać, obok postawiła kupek z mlekiem i zaczęła się posilać. W jednej ręce bułka a w drugiej długopis, bo trzeba notować. Czekałam na to, co się stanie. Studiowałam w Polsce i wiem, że coś takiego jest nie do przyjęcia. Zresztą dla mnie to bardziej kwestia tego jak w danej chwili człowiek powinien się zachować. Blondynka zjadła, wypiła i po prostu nadal notowała. Czyli można siedzieć przed kimś, kto posiada tytuł doktora i żuć gumę, spożywać posiłki i popijać kawę. Jak to zakwalifikować? Kilka razy słyszałam jak student zwracał się do wykładowcy per ty. Że co?!?!?
Szok, to prawda, ale co mam w zamian? Wykładowców, którzy szanują studenta. Ten, kto pojawia się na uczelni nie jest mrówką, potencjalnym kandydatem do zdeptania. Moja prośba o pomoc, nigdy nie pozostała bez odzewu. Nigdy mój brak zrozumienia tematu nie został wyśmiany. Nikt mnie nigdy nie obraził za to, że nie wiem, że jeszcze nie wiem. Nigdy nie zrozumienie jakiejś kwestii nie było przyczyną nerwów i złości. Być może gdzie indziej jest inaczej. Ja jednak dzięki ludziom, których tam poznałam uwierzyłam w istnienie własnych skrzydeł. Skrzydeł, które staram się rozpościerać z każdym dniem szerzej. Poznałam ludzi, którzy otworzyli przede mną drzwi. Teraz mogę poznawać świat, który był za tymi drzwiami ukryty.
AS

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz