Sto lat... dla mnie...


Ksiądz Jan Twardowski pod koniec życia zapytany, jak się czuje, odpowiadał ‘ Czuję się lepiej niż jutro.'

Moja córeczka: mamo, a dawno temu, kiedy byłaś młoda, były już wtedy rowery? Wiem, że dla moich dzieci już dwudziestolatki to wstęp do jesieni życia, więc nie bardzo się przejmuję, ale i tak zaczynam analizować jej sposób myślenia, szczególnie, że za kilka dni będę zdmuchiwać kolejną świeczkę na torcie.
Dwa razy w roku przychodzi taki dzień, który jakby ze swoim nadejściem zakładał, że należy przysiąść i zadumać się na chwilę. Jeden to Nowy Rok a drugi urodziny. W moim przypadku ten drugi wypada, prawie pół roku po pierwszym, mam więc regularnie odmierzany czas postanowień, analiz i żali. Nowy Rok rozbłyska tysiącem sztuczny ogni. Moje urodziny to kołysane wiatrem magnolie i kosy wzdychające na całą okolicę przy budowie gniazd. Kołowrót zdarzeń, a ja dumam…
Mijają urodziny. Rozliczmy się z ostatnich kilku miesięcy. Te pół roku nie było ani takie jak zaplanowałam, a już z pewnością, nie jak sobie wymarzyłam; a zatem materiał do rozmyślania. Żal wypełnia duszę, bo zabrano mi coś, co powinno na zawsze być moje. Odkryłam po raz pierwszy tak namacalnie, jak blisko siebie są szczęście i rozpacz, że czasem między nimi mieszka tylko jedno słowo. Przekonałam się, że nic nie jest od teraz na zawsze, a co najwyżej tylko stąd - dotąd. Miało trwać dziewięć miesięcy i zakończyć się początkiem a trwało cztery i zaczęło się końcem. Pierwsze spotkanie było pożegnaniem. Nieprzespane noce nie wypełniło wsłuchiwanie się w czyjś oddech a w swój własny...
Nie udało mi się wypełnić żadnego punktu na liście postanowień. Muszę znów przejść przez drzwi obietnic składanych sobie samej. Trudna do zniesienia jest świadomość, że z każdym rokiem, razem z każdą kolejną zmarszczką, nawet tą najmniejszą, przybywa może coś, ale za to tak wiele ubywa. Ubywa tej dziecięcej pewności, że wszystko będzie dobrze. Ponoć po cynizmie i zmęczeniu światem można ocenić wiek ludzkiej osobowości. Ile lat ma zatem moja osobowość?
Ja się nie martwię tym, że jestem starsza, że jest coraz więcej tych młodszych ode mnie. Nie martwi mnie już to, że nikt nawet omyłkowo nie mówi do mnie na ty. Boję się, że nigdzie w sobie nie widzę tej pewności, tego, że powinnam wiedzieć. A tu wciąż tyle niewiedzy... Nie wiem nawet, czy jeszcze wierzę w to, że może być inaczej. Nie wiem czy wierzę w te moje listy zmian… a może to już tylko listy skarg i zażaleń?
Coraz więcej pamiętam, mam coraz więcej wspomnień... a może one zajmują przestrzeń niczym dane na twardym dysku i w końcu nie będzie już miejsca na nic więcej. Mam jeszcze więcej fotografii, choć czasem one najbardziej służą do zapominania. Pamiętam, ale czy na pewno to, co ważne. Zapominam mysz, która tak się bała, że wolała umrzeć i hortensję, tak niebieską, że mogłabym przysiąc, że spadła z nieba. Zapominam, że deszcz może padać bez końca, choć to tylko pół godziny. Zapominam, że odejścia są tylko na chwilę i nigdy tak zupełnie do końca. Myśli się o czymś innym, martwi tym, co niby ważne a mówi się już tylko o niczym. Już brak tej stuprocentowej pewności, że się wie. Pewności, która była ufnością, bo tak tylko się wydawało.
Pewien chłopiec mógł zaprosić na swoje urodziny tyle dzieci ile lat właśnie kończył. Na piąte pięcioro, na szóste sześcioro i tak dalej. Stał zadumany i zachwycony tą myślą. Pomyślcie, zwrócił się do kolegów, jak będę miał pięćdziesiąt lat zaproszę pięćdziesiąt dzieci.
Ktoś powiedział, że ważne jest, aby w życiu robić regularnie coś pierwszy raz w życiu. A zatem pierwszy raz wżyciu nie zrobię listy, bo dni się z tych list śmieją. Złapię głęboki oddech i poszukam dawnej naiwności. Zdmuchnę świeczkę i pójdę pobawić się z dziećmi i z dzieckiem gdzieś w mym wnętrzu. Szczęśliwego nowego roku i sto lat!
AS

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Następny do golenia

Obywatel świata

Jak to powiedzieć?