czwartek, 17 grudnia 2009

Jestem z Polski!


Ktoś, kto pochodzi z Polski, powiedział mi dziś, że na pytanie skąd jest, odpowiada, że z Europy Wschodniej, bo wstydzi się powiedzieć prawdę. Nie ma odwagi przyznać się, w jakim kraju się urodził, bo stamtąd są tylko pijacy, kryminaliści i dorobkiewicze. Najpierw zrobiło mi się smutno, a potem się wściekłam. Jeśli będziemy się wstydzić naszego pochodzenia, nikt nas nie będzie szanował. Tym wstydem będziemy udowadniać prawdziwość negatywnych opinii.
Ja pochodzę z Polski!
Starałam się wyrzucić z głowy te rozważania, bo musiałam, zanim dzieci wrócą ze szkoły, spędzić trochę czasu, rozgryzając zagadki polskiej gramatyki. Chciałam przygotować się do kolejnych zajęć na uniwersytecie i potrzebowałam dowiedzieć się, dlaczego rzeczowniki odmieniane przez przypadki przybierają właśnie taką formę, a nie inną? Wyciągnęłam wszystkie książki do gramatyki, jakie mam i zaczęłam szukać odpowiedzi. Na chwilę stałam się gramatycznym detektywem.
Pan Doroszewski udzielił mi wielu odpowiedzi, znalazłam też coś u profesora Bralczyka.
W pewnym momencie, w ręce wpadła mi książeczka z podartą okładką, „Język polski” Mieczysława Pęcharskiego. Tak pamiętam ją, przechodzi w mojej rodzinie z pokolenia na pokolenie. To książka, z której uczył się jeszcze mój dziadek. Druga wojna światowa przerwała jego edukację. Maturę mógł zdawać dopiero, gdy skończył się ten koszmar. Zaczęłam przeglądać strony. Zabawne, że dopiero teraz zauważyłam notatki pisane na marginesach. Notatki, nawet nie, to po prostu zapiski tego, czego dziadek miał się nauczyć na kolejną lekcję. Wyobraziłam go sobie, jako młodego chłopaka, siedzącego nad tą książką i uczącego się odmiany przez przypadki. Ciekawe, co myślał? Jak się myśli o języku i jak się go uczy, gdy trzeba było w jego obronie strzelać, za który walczyło się z wrogiem i za który się cierpiało? Jak się uczy języka, który kosztował kulę w udzie i pieszą wędrówkę z Syberii do kraju? Jak czuję się chłopak, który zasiada do książki, gdy jeszcze kilka miesięcy temu szedł z karabinem na ramieniu, pełen nadziei i obaw? Wracał do domu, ale nie wiedział, co go w tym domu czeka. Nie wiedział, kto żyje, a kto już odszedł. Nie mogę o to zapytać dziadka, zmarł wiele lat temu. Poszedł na spacer do lasu, zmęczył się, usiadł pod drzewem i tak po prostu od nas odszedł. Spokojnie zasnął wśród drzew, na ściółce nagrzanej sierpniowym słońcem.
Dziadku, nigdy nie będę się wstydzić, że pochodzę z kraju, za który Ty walczyłeś, za który przelewałeś krew! Za który Twoi koledzy ginęli. Nie wstydzę się!
JA POCHODZĘ Z POLSKI!
AS

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz