wtorek, 15 grudnia 2009

Rozmowa o powrocie


Rozmawiałam dziś z mamą kolegi mojego syna. Ta pani wiele lat spędziła za granicą. Teraz postanowiła wrócić do Holandii. Pytałam dlaczego. Odpowiedziała mi, że nie potrafiła wyobrazić sobie siebie starzejącej się tam. Zastanowiłam się nad tym, czy ja mogę zobaczyć siebie starą w Holandii. Chyba już mogę, ale dlaczego? A może wcale nie mogę, bo jeszcze nie dotarłam do miejsca, gdy człowiek zastanawia sie nad sobą jako babcią. Jak to jest ze mną? Czym różnię się od niej? Czym różni się moja sytuacja od tej, w której ona żyje?
Rozmawiałyśmy dalej. Kobieta zdziwiła się, gdy powiedziałam jej, że mój dom jest właśnie tutaj. Z jednej strony poczułam sie winna, czyżbym zdradziła swój kraj? Zastanowiłam się, dlaczego ona tak bardzo mi się dziwi. Może w tym, co powiedziałam, jest coś niewłaściwego? Słuchałam, co mówiła, a im dłużej rozmawiałyśmy, tym bardziej zastanawiałam się nad tym, co ja czuję, co ja przeżywam i gdzie ja tak naprawdę jestem.
Kobiecie po policzkach ciekły łzy, bo tutaj też nie potrafi się odnaleźć. Najprostsze sprawy sprawiają jej kłopot, a to przecież jej ojczyzna. Ludzie stali się jacyś inni, w sklepach jest coś innego, ruch na ulicach i te rowery… Ona bardzo się dziwiła moim słowom, bo pragnęła wierzyć, że jednak to, czego szukała znajdzie w Kraju Tulipanów. Nagle okazało się, że tam tego nie było, ale i tu nie można tego odnaleźć. Jeśli ja mogłam zabrać z Polski to, co ważne, a ona tego tu nie potrafi odnaleźć, to co dalej?
Zabawne, człowiek wyjeżdża i myśli, że „jakby co” to wróci, bo to przecież ojczyzna. Jednak mieszkanie gdzieś tam zmienia. Człowiek się zmienia i w jakiś sposób kraj, z którego się wyjechało, też się zmienia. Tak naprawdę, nie ma powrotu. To tak jak z tą Heraklitową rzeką, do której nie można wejść dwa razy. Niby stoi się w tym miejscu co kilka lat wcześniej, ale wszystko jest jakieś trochę inne. Tej kobiecie jest ciężko, bo ona tego nie rozumie, ona nie potrafi mnie zrozumieć, bo nie doszła do tego miejsca, gdzie ja jestem.
Ja wiem, że tutaj na zawsze pozostanę obca, nawet jeśli Królowa podpisała dokument stwierdzający, że jestem Holenderką. Ja się nią nigdy nie stanę. Zawsze będę musiała udowadniać, że nie jestem gorsza, tylko dlatego, że pochodzę stamtąd. Tam też nie będę się już czuć tak jak kiedyś. Wiem, że ona to czuje, dlatego te łzy. Spodziewała się, że wróci do tego, co zostawiła jedenaście lat temu. Ja już wiem, że dom i ojczyzna to nie miejsce na mapie, to nie dom przy jakiejś ulicy. To coś, co się tworzy samemu.
Człowiek zawsze tęskni za tym, czego nie ma, za cieplejszym klimatem, za tamtym miastem, za kiełbasą, za lepszą sytuacją ekonomiczną, za rodziną, za Grechutą, przyjaciółmi, za chlebem i za sprzedawczynią, która wie, co to ogórki kiszone. Tęsknić się będzie zawsze i nic tej melancholii nie zmieni. Łatwo jest narzekać, łatwo jest myśleć, że tam jest lepiej. Naprawdę trudno jest stworzyć swój własny świat, odgrodzić się od ludzi, którzy myślą, że mnie znają, choć nigdy mnie nie poznali. Jest bardzo trudno i to się nigdy nie kończy. Codziennie trzeba nad tym pracować, ale jeśli tylko się zacznie, to jest trochę łatwiej. Jeśli tylko potrafię zobaczyć, że moja droga jest właśnie tu, jest lepiej… trochę lepiej.
AS

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz