czwartek, 17 grudnia 2009

Moje trzy grupy Holendrów

W naszym świecie wszytko gdzieś przynależy. Musi przynależeć, bo jeśli nie, to trochę jakby nie istniało. Są grupy, klasy, gatunki. Mamy wielkie zwierzęta, małe owady, samochody, języki, ciastka i grupy krwi. Wszystko gdzieś do czegoś jest przypisane. Ludzie też lubią przypisywać się do jakiejś konkretnej grupy. Mogą być religijne, narodowościowe, społeczne, klasowe i jeszcze wiele innych, właściwie im więcej tym lepiej. Jak ktoś nie czuje się związany z jakąś grupą, to też jest już w grupie - tych niezrzeszonych. Poza przynależnością do grupy, ludzie uwielbiają dzielić innych. Jeśli coś jest już podzielone, zawsze można obmyślić podgrupy, podgatunki i wiele innych pod… Wymyślanie takich grup jest lepsze od uogólniania.
Ja, w raczej niemożliwym do określenia momencie i trochę nieświadomie, też stworzyłam podział - podzieliłam Holendrów. Zrobiłam to na podstawie ich znajomości Polski i Polaków. Mogę chyba stwierdzić, że istnieją trzy grupy Holendrów.
Grupa pierwsza to niewiedzący – Holendrzy, którzy o naszym kraju nic nie wiedzą i się z tym nie kryją. Dawno temu, stworzony został konkretny a mimo to całkowicie sztuczny koniec świata. Żelazna kurtyna, zmieniła nieskończoność w coś bardzo konkretnego i świat skończył się tam gdzie kończą się Niemcy. Co prawda, co jakiś czas dochodzą wiadomości z „stamtąd” i wiadome jest, że tam jednak coś istnieje, ale co to jest dokładnie, jest już nieważne. Więc lepiej udawać, że nie ma nic.
- Ooo, jedziecie do Polski, hmmm, a przejeżdżacie przez Austrię?
- Ooo tak Polska – Walensa he?
- Aaaa, Polska …..hm, no tak.
Druga grupa to ściemniacze, to ci, którzy nic nie wiedzą, ale udają, że wiedzą.
- Polska, a tak, tak…. tam jest bardzo biednie.
- Ooo, Polska, moja sprzątaczka jest z Polski.
- Jak się tam jedzie, to na auto trzeba bardzo uważać.
- Ooo tak, Polska, tam jest bardzo zimno, prawda?
I chciałoby się jak pani Szymborska odpowiedzieć, że poeci mego kraju piszą w rękawicach. Nie twierdzę, że ich wcale nie zdejmują; jeżeli księżyc przygrzeje, to tak. Klasycy ryją soplem atramentu na przytupanych zaspach. Reszta, dekadenci, płaczą nad losem gwiazdkami ze śniegu. Kto chce się topić musi mieć siekierę do zrobienia przerębli. Jednak tak jak i ona odpowiadam - wcale nie i tylko uśmiecham się trochę smutniej. Na szczęście potem spotykam kogoś z grupy trzeciej.
Trzecia grupa to uświadomieni. To ci, którzy wiedzą. Wiedzą gdzie jest Polska, że Polacy nie piją na śniadanie wódki i że jest duże prawdopodobieństwo, że nie wszyscy Polacy jeżdżą kradzionymi samochodami. Wśród nich są tacy, którzy byli w Polsce na wakacjach, którzy wiedzą co to Zakopane, Wawel. Kto to Kopernik i że Maria Curie była też Skłodowską. Są tacy, którzy wiedzą co to bigos i kluski śląskie. Naprawdę są! Często są to ludzie, którzy w swej rodzinie mają Polaków, ale też tacy, którzy po prostu chcą wiedzieć. Swoje opinie opierają na podstawie tego, co sami widzieli i doświadczyli.
Niewiedza nie jest grzechem, choć jej brak może czasem irytować, chwilami nawet boleć.
Jesteśmy trochę inni, ale co z tego, to nam przecież nie przeszkadza. Zasadniczo człowiek nie sprzeciwia się grupom ani klasyfikacjom, obawia się tylko tego, że kilka cech, w szczególności tych bardzo negatywnych, stanie się pełną charakterystyką jego osoby.
Zawsze mogłoby być gorzej. Część rodziny męża pochodzi z Belfastu, dzięki czemu ludzie spodziewają się, że jeśli już nie należą do IRA i nie przechowują po łóżkiem materiałów wybuchowych, to przynajmniej znają kogoś takiego.
AS

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz