Psychologia remontu

Nad tym trzeba się koniecznie zastanowić. Przeprowadzić dogłębne badania psychologiczne. Należy przebadać, przeanalizować i wyciągnąć wnioski; jak to jest z tymi remontami?
Jak za długo czegoś się w domu nie zmienia, to zaczyna człowieka nosić. Jak w końcu remont się zacznie, odchodzi się od zmysłów i ma się nadzieję, że koszmar szybko dobiegnie końca. Najpierw ogląda się próbki farb, tapety, meble i co tam jeszcze trzeba, w zależności od planowanego remontu. Potem, już po drugim dniu działań destrukcyjno- budowlanych, ma się serdecznie dość. Dom przypomina pole bitwy a pył można odnaleźć wszędzie, nawet w bębnie pralki automatycznej. Kiedy to się wreszcie skończy?!!
Mnie też już zaczyna nosić, chcę coś zmienić. Pewnie zbyt długo nie miałam bałaganu nie do ogarnięcia.
Przypomniał mi się nasz ostatni remont. Trzy tygodnie brodzenia w pyle, ale było warto. Do tej pracy zatrudniliśmy polskich specjalistów - wiadomo tańsi niż Holendrzy a robotę wykonają szybciej i często lepiej niż „tutejsi”. To byli bardzo sympatyczni młodzi ludzie z przyjacielskim nastawieniem do moich dzieci. To ważne, bo skoro spędzili w naszym domu trzy tygodnie, byli narażeni na plątanie się dwóch smyków między nogami a puszkami farby. Mnie też podobał się taki układ, bo precyzyjnie mogłam wyjaśnić, co chcę i jak to coś ma wyglądać. Jeśli coś wyszło nie tak, nie można było zwalić winy na trudności językowe. Ostatnio będąc w Polsce usłyszałam, że bardzo ciężko jest znaleźć tam dobrego specjalistę - budowlańca.
– Wszyscy są u was. Otrzymałam wyjaśnienie.
Któregoś dnia wdałam się w rozmowę z jednym z naszych budowlańców. Wymieniliśmy informacje skąd pochodzimy i czym się zajmujemy. Przyjemnie było powspominać. Powiedziałam, że studiuję w Holandii, on, że niedawno skończył studia w Polsce. W pierwszym momencie zdziwiłam się, bo należę do tej grupy ludzi, którzy uważają, że po studiach powinno się wykonywać inne zawody. Zrobiło mi się trochę nieswojo. Z lekką obawą zapytałam, jakie studia skończył.
– Filozofię. Odparł i odwrócił się plecami do mnie, zabierając się za malowanie kolejnej ściany.
To musiało być trudne. Sama świadomość, być może nie tak bardzo, ale brzmienie tych słów, usłyszenie własnego głosu wypowiadającego te słowa. Mnie też zrobiło się jakoś dziwnie. Nie chciałam pytać: dlaczego tak, dlaczego nie inaczej. Chyba nawet nie chciałam wiedzieć, dlaczego człowiek wykształcony musi zarabiać w taki sposób. Dlaczego nie siedzi i nie obmyśla jakiejś kolejnej teorii? Powinien w tytoniowym dymie i oparach alkoholu poszukiwać odpowiedzi na jakieś głęboko egzystencjalne pytania.
Widziałam, co robili ci młodzi ludzie u mnie w domu i w tym momencie zdałam sobie sprawę, że pewnie woleliby robić coś innego, gdzie indziej. To trochę jak w tej nowej piosence Iry: „chcieli, by co proste jest przyszło łatwo”. Wiem, że to nie jest pójście na łatwiznę. Na pewno nie jest. Nie może być! A co, jeśli to jest czasem jedyne wyjście. Czasem nie ma innego. Przecież czasem jest bardzo „ciężko łatwo żyć”.
AS

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Następny do golenia

A co jeśli koń to żaba?

Obywatel świata