Szkatułka


Za ojczyzną można tęsknić na różne sposoby. Można tęsknić cały czas, lub od czasu do czasu. Po obejrzeniu wiadomości lub jakiegoś program publicystycznego, można tęsknić mniej. Gdy się zostanie potraktowanym jak obywatel drugiej kategorii, można tęsknić trochę bardziej. Jednak zawsze tęskni się za czymś innym. Gdy zostaje się tutaj na Boże Narodzenie, tęskni się jeszcze bardziej, gdy dowiaduję się przez telefon, że mój młodszy brat zostanie ojcem, wtedy już się ryczy.
Tęskniąc za tym samym, można tęsknić za różnymi aspektami tego czegoś. Każdy wybiera to, co najważniejsze. Można tęsknić za ludźmi, za miejscami lub za przedmiotami. Można tęsknić za tylko jedną z tych rzeczy, lub za wszystkimi naraz. Jednak ta tęsknota jest wyjątkowa, bo odległość pokazuje, co tak naprawdę jest ważne i co jest szczególne. Tęskniąc ważne jest też, dlaczego się wyjechało, jaki jest powód wędrówki. To, co się odkryje, może być zadziwiające. Ten rodzaj melancholii jest jak szkatułka, do której chowa się najcenniejsze skarby, które wcale nie muszą być cenne. Wkłada się do niej to, czego najbardziej brakuje. Nie wkładając tam wszystkiego zapomina się o tym, co smutne. Nie pamięta się ponurych ulic, drobnych pijaczków i dzieci, które na ciepły posiłek mogą liczyć tylko w szkole.
Do szkatułki wkłada się guzik z sukienki komunijnej, pierścionek zaręczynowy rodziców a czasem zeszyt do języka polskiego z podstawówki, z wypracowaniem na temat: co autor miał na myśli… . No i jeszcze sporo rad, od mamy – bo przecież trzeba wiedzieć jak zrobić prawdziwy bigos, od taty - bo trzeba wiedzieć jak sobie poradzić z wrednym komputerem i jeszcze te od cioci - bo trzeba wiedzieć, jakie zioła są najlepsze na kłopoty żołądkowe.
Tak właśnie jest z tęsknotą, ważne są drobiazgi. Po jakimś czasie tęsknota za mamą, to tęsknota za ciepłem jej rąk, za jej obecnością w zapachu ciasta. Tata, to siła głosu i wiara, że nawet Mont Everest nie jest dla mnie za wysoki. Tęskni się za miejscami, ale tak naprawdę brakuje szumu wody w Sole, spadającej z małego wodospadu i tych ryb, które usiłowały płynąć w górę rzeki, ale udawało się to tylko najsilniejszym. Lasy to zapach mchu i smak rozgniatanych na języku jagód. Góry to chłodny wiatr na policzkach, a morze, bo tutaj trochę podobne, pachnie tysiącem smażalni ryb. Brakuje zapachu chleba i jeszcze tej sąsiadki, która zawsze umiała powiedzieć coś takiego, że potem człowiek myślał i myślał. Nowe miejsce jest piękne, jest dom, mąż, który jest moim księciem z bajki. Są dzieci, które gdy widzą, że płaczę mówią: „mama ty jesteś najlepsza na świecie”. Żyje się dniem dzisiejszym i nie zagląda się do skarbów, bo przecież nie można wciąż patrzeć za siebie. Jednak trzeba mieć tę szkatułkę. Ja ją mam i dzięki niej potrafię tu być sobą.
Czasem coś przemycę. W ogródku za domem mam krzak bzu z Polski, a jego maleńkie białe kwiatuszki chyba też tęsknią, bo tylko kilka i takie malutkie, ale przekonam go, że tu jest jego dom. Mam też wisienki, co wiosnę pożerane przez ptaki, zanim ja zdążę w nich odnaleźć smak Polski. W garażu mam schowany zapas ogórków kiszonych. Szwagier ciągle pyta: „a na co wam to”.
Pan J., Holender, którego żona jest z Polski. Opowiadał mi, że gdy jadą tam na wakacje, zaraz po przekroczeniu granicy, ona każe mu, na pierwszej stacji benzynowej, zatrzymać samochód. Zatrzymują się, ona wysiada i głęboko oddycha. Nic więcej, po prostu pozwala by polski tlen wypełnił jej płuca. Przecież znów oddycha polskim powietrzem.
W czasie ostatniego pobytu w Polsce, mama poprosiła, abym kupiła chleb. Weszłam do piekarni i wtedy poczułam to. Ekspedientka patrzyła na mnie trochę dziwnie, gdy ze łzami w oczach prosiłam o dwa bochenki, krojonego, wiejskiego. To było to, to co mam w mojej szkatułce, zapach polskiego chleba, coś tak przerażająco zwykłego a całkiem niezwykłego.
Holandia jest piękna, tutaj jest mój dom i to jest cudowne, jestem jednak przekonana, że jest ona znacznie piękniejsza, właśnie dzięki zawartości mojej szkatułki.
AS

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Następny do golenia

Obywatel świata

Jak to powiedzieć?